Grace księżna Monako

Nie taka zła księżna jak ją malują, czyli filmowy kotlet schabowy

Z Grace księżną Monako (Grace of Monaco, 2014) Oliviera Dahana jest jak ze znaną i sprawdzoną potrawą, która swoim smakiem nie zaskakuje, vide kotlet schabowy czy ruskie pierogi. Patrząc na losy Grace Kelly przełożone na srebrny ekran miałam wrażenie jedzenia przeniesionych na taśmę filmową wspomnianych specjałów. Z każdego kadru biły we mnie typowość, kliszowość, znajome smaki. Jednak zupełnie mi to nie przeszkadzało, bo jadło się dzieło Dahana całkiem przyjemnie i trawiło nie najgorzej. Zdecydowanie nie jest Grace filmem tak złym jak ostrzegają domorośli krytycy, a po jej seansie wychodzi się z kina z pogodnym uśmiechem.

Filmową Grace (Nicole Kidman) poznajemy w roku 1962, kiedy od sześciu lat jest żoną Rainiera III Grimaldiego (Tim Roth) i księżną na monakijskim dworze. Jest także kochającą matką dwójki dzieci i oddaną dziecięcym problemom działaczką, co zaowocuje założeniem rok później fundacji AMADE Mondiale, która istnieje do dziś. Jednak życie księżnej to nie tylko blaski. Grace czuje się przytłoczona dworską etykietą, sztywnością i splendorem, coraz częściej ma wrażenie zamknięcia w złotej klatce. Na domiar złego jej małżeństwo przeżywa kryzys. Rainier, zbyt zajęty polityką i konfliktem z francuskim prezydentem Charlesem de Gaulle’em (André Penvern), stale przesiaduje w swoim gabinecie z doradcami, a gdy już uda mu się spotkać z żoną, zwykle jest mało uważny i nieprzyjemny. Ponadto temperament księżnej – „córki murarza”, jak powie z przekąsem jeden z bohaterów –  mimo znajomości dworskich przykazań co rusz daje o sobie znać. To wszystko, a także nieoczekiwana propozycja reżysera i przyjaciela Grace, Alfreda Hitchcocka (Roger Ashton-Griffiths), staje się przyczynkiem do tęsknoty kobiety za porzuconym aktorstwem i Hollywood…

Jednym z wrażeń, z którym mamy do czynienia od pierwszych kadrów, jest urozmaicenie scenariusza w konflikty: polityczny, małżeński, osobisty – związany ze spełnianiem się w życiu, a także jeszcze jeden, którego charakterystykę pominę, ponieważ za dużo zdradziłaby ona z fabuły potencjalnemu widzowi. Świetnym motywem jest całkiem zgrabne powiązanie wspomnianych zatargów, przez co jeden bez drugiego nie jest w stanie się obejść, przez co rozsupłanie ich graniczy z niemożliwością. Z powodu konfliktu Monako z Francją zapracowany książę oddala się od Grace, która, rozdrażniona i wychowana w duchu wolności przekonań, wtrąca swoje trzy grosze na proszonych obiadach, na które zapraszane są wysoko postawione osoby, oczywiście związane z polityką. To jeszcze bardziej pogłębia problemy małżeńskie, co sprawia, że księżna zacznie na poważnie rozpatrywać propozycję Hitchcocka zagrania w planowanej przezeń Marnie (1964). I chociaż większość kinomanów czy wielbicieli talentu Kelly zapewne wie, jak przygoda Grace z tym uważanym dzisiaj za klasykę romansowego thrillera filmem się zakończyła, z zainteresowaniem oglądamy zmieniające się wyrazy twarzy bohaterki i gestykulacje, kiedy bije się z własnymi myślami nad powrotem na srebrny ekran. I chociaż złośliwi twierdzą, że Kidman niewiele już twarzą jest w stanie wyrazić, tak ja proponuję te wszystkie niewybredne komentarze wyrzucić do śmieci, ponieważ nie dość, że to wcale nie jest prawdą, tak staje się po prostu nudne. Brak zmarszczek w wieku 47 lat, nieważne z jakiego powodu, nie przeczy udanemu oddawaniu emocji. Kidman potrafi grać zarówno dramat, jak i komedię, posągową władczynię, jak i stąpającą boso po trawie zwiewną piękność, odważną w sądach kobietę, jak i zagubioną uczennicę, która zwierza się z kłopotów swojemu mentorowi. W momencie, kiedy jej bohaterka postanawia się dworsko udoskonalić ujawnia się swoiste Kidmanowskie vis comica, wyrażane skromnie, bo załamaniem rąk czy lekkim podwyższeniem głosu, ale bardzo przemawiające do widza. Ponadto liczne zbliżenia kamery Érica Gautiera na twarz aktorki absolutnie jej kunsztowi nie szkodzą, wręcz przeciwnie – stanowią świetny pretekst do przyjrzenia się grze oczu, która w wykonaniu Kidman jest intrygująca i przejmująca zarazem. Grając jedną z największych div ekranowych ubiegłego stulecia jedna z największych współczesnych div ekranowych broni się świetnie i po raz kolejny udowadnia, że na bycie w obiegu (pięć filmów w 2014 roku) jak najbardziej zasługuje. W ogóle rozpatrzywszy Grace księżną Monako pod względem aktorstwa należy wstać i bić brawo. Świetny jest Frank Langella jako emanujący dobrotliwą mądrością duchowny Francis Tucker, przyjaciel i doradca rodziny, a także swojego rodzaju mentor księżej. Pyszny jest Roger Ashton-Griffiths jako Hitchcock, z całym charakterystycznym dla tej postaci mlaskaniem i pozornym zdystansowaniem z jednoczesnym zaprzeczeniem, jakoby brytyjski reżyser był postrachem dla swoich aktorek, zamęczającym je na planach zdjęciowych. Dobre są klisze ukrytego na dworze wroga i kostycznej, sztywnej, pilnującej dworskiej etykiety hrabiny (Jeanne Balibar). Tylko Tim Roth pozostał, o dziwo, w cieniu, grając bohatera tyleż antypatycznego mimo jego pozytywnego wydźwięku, co pozbawionego krwistości. To nieco wpłynęło na chemię pomiędzy jego Rainierem a Grace, chociaż z drugiej strony nie umiem się wyzbyć z tyłu głowy myśli, że może tak miało być, że nieco zmęczona sobą w tamtym okresie książęca para nie miała ochoty na namiętność czy kradzione przed wścibskimi oczami pocałunki.

Wspomniałam o kliszach w oddaniu postaci. Jednak to nie wszystkie typowości obecne w filmie. Będzie i ognista przemowa, i dowcipne uwagi, kiedy wrogi front zacznie się kruszyć, i kobieca słodycz ten front burząca. Będzie mocno melodramatycznie i dość ckliwie, a także dość powierzchniowo, zupełnie jakby posthollywoodzkie życie Grace zaledwie muśnięto, ukazując jego problemy bardziej na modłę mitu niż biografii. Prosto jest też przedstawiony konflikt polityczny z analogicznie – momentami mamy wrażenie niemal montażu równoległego – ukazywanymi nieporozumieniami małżeńskimi. Czyżby historia Monako dla ubogich? Niekoniecznie, skoro po skończonym seansie ma się ochotę przeszukiwać sieć i poznać fakty, o których do tej pory nie miało się pojęcia. Może i pozostaje niedosyt po seansie Grace, ale całość jest na tyle intrygująca, że zachęca do bardziej wnikliwych studiów. Trochę uczy historii, delikatnie bawi („Mieliśmy ostatnio małe problemy” – powie Grace o monakijskiej sytuacji politycznej w swoim przemówieniu na charytatywnym Balu Czerwonego Krzyża), znacznie, jak mniemam, uwzniośla i w uproszczony sposób eksponuje biograficzne punkty węzłowe postaci życia księżnej, nie tylko te teraźniejsze (np. spotkanie i przekazanie koszyka z prowiantem żołnierzom na granicy), lecz także przeszłe (otrzymanie Oscara w 1955 roku) i przyszłe (skłonność księżnej do szybkiej jazdy samochodem jest nawiązaniem do jej tragicznej śmierci w 1982 roku, a jednocześnie do stylu filmowania samochodowych ujęć w latach kariery aktorskiej Grace). Co prawda fabularnie nie zaskakuje tak bardzo jak podobna gatunkowo Diana (2013, reż. Oliver Hirschbiegel), ale mimo przewidywalności nie jest obraz Dahana jak film o Królowej Ludzkich Serc tandetny i miałki. Rzekomo mocno pocięty scenariusz Arasha Amela może i nie zachwyca, ale z pewnością jest bardziej zjadliwy niż ogłosiło Cannes. Wzajemne wczepienie w siebie wspomnianych konfliktów jest całkiem solidnie poprowadzone i chociaż głębokiej psychologii tutaj jak na lekarstwo, to całość wypada poprawnie. A wszystko to na tle niepoprawnie wspaniałej scenografii i perfekcyjnych, detalicznie zaprojektowanych kostiumów, o które zatroszczyła się Gigi Lepage.

Podsumowując, Grace księżna Monako wcale nie jest taka straszna jak ją malują. To poprawnie, może nieco archaicznie zrealizowany film, który jest przepisowo skonstruowanym średniakiem mającym za zadanie w przystępny sposób przybliżyć postać kobiety – ikony, za której piękną i spokojną twarzą, którą ukazywała światu, kryło się morze emocji, wątpliwości, niepewności… To żaden wstyd obejrzeć czasem takie wizualnie i aktorsko atrakcyjne, ale przeciętne w wyrazie dzieło… z bardzo nieprzeciętnym jak na film biograficzny, intrygującym i przenikliwie symbolicznym zakończeniem.

6/10

Paulina Stoparek


Grace księżna Monako, 2014, prod.: Belgia, Francja, Luksemburg, USA, Włochy, reż. Olivier Dahan, scen. Arash Amel, wyst.: Nicole Kidman, Tim Roth i in.

Za seans dziękuję images

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym Noir Café pod adresem: http://www.noircafe.pl/grace-ksiezna-monako/.

Advertisements

One thought on “Grace księżna Monako

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s