Gaja Grzegorzewska – Betonowy pałac

Krew, mocz i łzy w mieście królów

Kraków to bodaj drugie z najbardziej niebezpiecznych miast w Polsce. Ja nadal dużo imprezuję, więc chodzę nocami krakowskimi ulicami. Gdy wchodzisz na Szewską, wydaje ci się, że to nie Kraków, tylko jedna wielka remiza. Wrzeszczące dziewczyny w miniówach i na obcasach, które szarpią się między sobą albo ze swoimi facetami. Faceci uciekają, one z płaczem za nimi gonią i wszędzie leją się łzy, mocz i krew… Muzyka dudni z tych wszystkich okropnych klubów, do których zjeżdżają busikami ludzie z podkrakowskich wiosek, wielbiciele tych wielkich wiejskich dyskotek[1].

Gaja Grzegorzewska

Zwykle dzieje się tak, że pisząc o jakiejś książce mimowolnie nadaję swojemu tekstowi kolorów dzieła, które stało się inspiracją do jego powstania. A to wpadam w ton liryczny, gdy powieść jest pełna migotliwych scenek tworzących poetycką całość, a to piszę z przymrużeniem oka, gdy recenzuję książkę pół-serio opisującą przedstawiony w niej świat. Gdybym jednak miała w recenzji przyjąć styl Betonowego pałacu, najnowszej powieści Gai Grzegorzewskiej, zapewne miałaby ona problem z zaistnieniem na publicznej stronie. Krakowska autorka bowiem absolutnie nie przebiera w słowach, brodząc po kolana w języku szemranych blokowisk, niebezpiecznych typów, młodocianych prostytutek, a nawet psychopatów. Brodząc, dodam, z zaskakującym wdziękiem i pozostawiając za sobą niemałe wrażenie.

Betonowy pałac jest kontynuacją poprzednich książek Grzegorzewskiej, z tym że –zaznaczam z dużym naciskiem – świetnie sprawdza się jako samodzielna powieść. Nie trzeba znać poprzednich kryminałów z cyklu o detektyw Julii Dobrowolskiej, aby w fabule Pałacu się połapać, tym bardziej, że dzięki cofaniu się w myślach do przeszłości głównego bohatera, Łukasza zwanego Profesorem, poznajemy najważniejsze fakty z życia tej dwójki.

Jako że opisywana powieść to moje pierwsze spotkanie z twórczością Grzegorzewskiej, muszę przyznać, że przybliżenie zaprzeszłych wydarzeń z życia głównych postaci wprawiło mnie w spore zdumienie. Plugawa przeszłość i niezdrowe fascynacje, mieszają się w Pałacu z tęsknotą i złudną nadzieją, a pani Gaja nie oszczędza swoich bohaterów, przeznaczając dla nich scenariusze nabrzmiałe nieuniknionym tragicznym fatum. Gejowska miłość w układzie liczniejszym niż 1+1, wezbrany emocjami wątek kazirodczy czy tłumiona fascynacja erotyczna względem najlepszego przyjaciela przemieszane są z zabiciem bliskiej osoby na oczach jej dobrego kolegi, nawracającym niczym mantra sennym koszmarem czy z zemstą, która ma ambicje dosięgnąć nawet zza grobu. Znajdzie się też miejsce dla bardzo wulgarnej małoletniej; cudaka w różowym dresie, który z zadziwiającą szybkością potrafi władać pilnikiem do paznokci nie tylko w celu, do którego przedmiot ten jest stworzony; oraz dla mordercy o wyglądzie szczurzopodobnym, którego największą namiętnością jest rozpruwanie ofiar i nasycanie się ich agonią. Krótko mówiąc: dużo tego i to w nader dziwacznej postaci.

Z powyższego akapitu można by wywnioskować, że Grzegorzewska przesadziła. Dziwolągów w Betonowym pałacu jest co nie miara, a pomiędzy nimi mają miejsce układy niczym z serialowej Mody na sukces, z tym że o znacznie bardziej mrocznym niż opera mydlana wydźwięku. Jednak byłabym hipokrytką pisząc, że autorka mimo otworzenia tego rogu obfitości, nie wybroniła się. Czytając jej najnowszą powieść towarzyszyło mi bowiem nieodparte uczucie, że krakowska pisarka świadomie igra z pewnymi konwencjami, mieszając je z wprawą i dużą swobodą niczym wiedźma w wielkim kotle i chichocząc na myśl, jaką wciągającą zabawę wymyśliła dla siebie i czytelnika. Dla siebie, bo czytając wywiady z autorką dowiedziałam się, jaki miała ubaw wcielając się na kilka miesięcy w męskiego bohatera i podświadomie pobierając od Profesora sporą dawkę testosteronu. Ponadto, jak przekonuje pani Gaja, dodatkową radością było dla niej konstruowanie fabuły, w której nic  nie okazuje się być takie, jak wydawało się na początku[2]. Jeśli natomiast idzie o przyjemności czytelnicze jakie wypływają z lektury Betonowego pałacu oprócz fascynującego śledztwa Profesora i Julii, będzie to także wyłapywanie rozmaitych gatunków i zapożyczeń, jak również radość z odkrywania w poszczególnych rozdziałach sensu mott – cytatów, którymi każdy jest opatrzony.

humphrey-bogart

Filmowy Philip Marlowe (Humphrey Bogart). Profesor z „Betonowego pałacu” jest niczym jego nowocześniejsze wcielenie

Ku mojej uciesze, Grzegorzewska bardzo często opiera się na swojej filmoznawczej wiedzy wywiedzionej z Instytutu Sztuk Audiowizualnych UJ, czyli miejsca, gdzie i ja się kształciłam. Objawia się to sprawnym używaniem filmowych cytatów, nawiązywaniem do nurtu noir i prozy Raymonda Chandlera – również szeroko omawianej na filmoznawstwie – a także tworzeniu postaci i brudnej odsłony miasta, które nieodparcie przywodziły mi na myśl bohaterów i miejsca akcji obecne w filmie Sin City – Miasto Grzechu (2005). Piękna pani detektyw ze szramą na policzku obwieszona złotem, Profesor z przetrącaną w nieskończoność twarzą, córka przestępcy w gotyckich ciuchach przypominająca członka rodziny Adamsów, paradujący w nieskazitelnie białym garniturze Opiekun otoczony zgrają psychopatów… I ten Kraków, niby swojski, pełen znajomych knajp, klimatycznych uliczek i dzielnic z nostalgią ale i niechęcią przemierzanych przez Profesora, znającego aż za dobrze jego prawdziwe, wrogie oblicze i rozległy przestępczo-dilerski światek.

Nie odnajdziemy w Betonowym pałacu tej kulturalnej twarzy Krakowa, pełnej kin, teatrów i plenerowych imprez, lecz miasto pijanych kiboli, naćpanych „karków”, podstarzałych prostytutek i niegrzecznych chłopców, w każdej chwili gotowych poczęstować przypadkowego przechodnia nożem sprężynowym. Grzegorzewska nie ma złudzeń, co do miasta królów i jego najmroczniejszą twarz ukazuje za pomocą Osiedla – miejsca skupiającego krakowskich przestępców i psychopatów, w którym mieści się tytułowy pałac – siedziba Opiekuna tychże. To z tą częścią Krakowa najbardziej związany jest, czy tego chce czy nie, główny bohater, który po dwuletniej nieobecności i rezygnacji z życia przestępczego dzięki długim rękom Osiedla ponownie zacznie być rozszarpywany przez jego pazury. Będą to pazury zarówno w sensie fizycznym (liczne i dotkliwe pobicia), jak i o naturze psychicznej, objawiające się wiecznym niepokojem, zastraszaniem, oglądaniem się, czy nikt nie śledzi i nade wszystko – wymuszające bezwzględne posłuszeństwo psychopatycznemu Opiekunowi. To jest właśnie owo nieszczęsne fatum, którym przesiąknięta jest książka Grzegorzewskiej – ta porażająca świadomość, że dawne, niechlubne wybory i ścieżki życiowe prześladują bohaterów nawet po wielu latach i nakazują im zawrócić…

Ten dramatyzm, podniesiony do kwadratu, nie ciąży jednak nadmiernie nad powieścią, która mimo mroku, brudu i słownej kloaki, w których z rozkoszą się tapla („Redaktorzy mieli wątpliwości, po co w tej książce jest tyle epatowania przemocą i ohydą. Moja odpowiedź: dla rozrywki, mnie pisanie takich rzeczy, niestety, sprawia przyjemność”[3]) co rusz bawi czytelnika sardonicznym i czarnym poczuciem humoru, nierzadko bardzo inteligentnym. Najczęściej jego źródłem jest pierwszoosobowa narracja Profesora, któremu gruboskórnej pewności siebie i cynicznego podsumowywania otaczającego go dziwacznego szamba mógłby pozazdrościć sam Philip Marlowe, do którego zresztą bohater Pałacu się przyrównuje. Jednak nawet bez tej dosłowności zaznajomiony z nurtem noir konsument bez problemu powinien owe „czarne” cechy wychwycić, co nie wątpię, że sprawi mu olbrzymią przyjemność. Mnie sprawiło.

Filmowe wyobrażenie bogini Meduzy. Włosy zamienione w węże pojawiają się w narkotykowej wizji Profesora

Filmowe wyobrażenie bogini Meduzy (Uma Thurman). Włosy zamienione w węże pojawiają się w narkotykowej wizji Profesora

Wracając jeszcze na moment do filmoznawczej wiedzy pani Gai i znowu podając się na jedną z jej publicznych wypowiedzi, w Betonowym pałacu bardziej spostrzegawczy czytelnik dostrzeże akapity przypominające niemal gotowe filmowe kadry[4], w których dialogi sprawiają wrażenie umieszczonych niejako przy okazji. Scena przyjęcia na dachu gromadząca wokół stołu psychopatów i morderców czy stanu, w jakim znajduje się profesor po zażyciu bardzo silnego narkotyku są niczym niebezpiecznie, ale bardzo piękne obrazy, które kuszą i hipnotyzują. Cały czas miałam z tyłu głowy, że gdzieś to już widziałam: narkotykowy stan zapewne w filmie Wkraczając w pustkę (2009) Gaspara Noé (i oczywiście w rzeźbach i na zdjęciach ilustrujących boginię Meduzę), a skoncentrowanych w jednym miejscu złoczyńców zapewne w którymś z filmów o Jamesie Bondzie, a może w Con Air – locie skazańców (1997) albo w Chłopcach z ferajny (1990)? I bynajmniej nie odczuwam, że w tym momencie coś zdradzam, ponieważ mam nieodparte przeczucie, że każdy te kadry Grzegorzewskiej zinterpretuje po swojemu i znajdzie w nich inne zapożyczenia.

Betonowy pałac to ciekawa, pobudzająca umysł lektura i świetna warsztatowo literatura rozrywkowa, która wysoko postawiła poprzeczkę przyszłym dziełom pani Gai. To także bardzo skomplikowana zagadka, której ostateczne rozwiązanie zaskoczy niejednego kryminalnego książkożercę. Co prawda, trudno by mi było znieść ten rodzaj prozy codziennie przez dłuższy okres, ale to również wynika z jej wyjątkowości, tej szczególnej jakości literatury, do której, jak mniemam, nie tylko mnie trudno jest przywyknąć. Jej smak jest dziwny, ale fascynujący – jest niczym literackie sushi. A ja gratuluję pani Gai znajomości kulturowych konwencji, pamięci do dzieł filmowej klasyki i tej szczególnej „kadrowej” wyobraźni, którą dostrzegłam, doceniłam i która sprawiła mi czytelniczo-filmową rozkosz. Filmoznawcy górą!

PS. Moją uwagę zwróciły także podziękowania zawarte na końcu książki. Jako ostatniej autorka dziękuje Ewie M. za poznanie jej z Panem Dobrą Nutką. Niby brzmi niewinnie, ale gdy przekonacie się kim w powieści jest ów pan, to podrapiecie się z niezdrowym zaciekawieniem po głowie.

8/10

Paulina Stoparek


[1] Piotr Bratkowski, Na dywanie z kebabów, „Newsweek” 2014, nr 34.

[2] Tamże.

[3] Tamże.

[4] http://ksiazki.onet.pl/gaja-grzegorzewska-cena-swobody-jest-brak-stabilizacji/8mrt0 (25.08.2014).


Gaja Grzegorzewska, Betonowy pałac, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2014.

Zdjęcia pochodzą z materiałów prasowych.

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym Noir Café pod adresem: http://www.noircafe.pl/gaja-grzegorzewska-betonowy-palac/.

Reklamy

One thought on “Gaja Grzegorzewska – Betonowy pałac

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s