Renata Chaczko – Gracze

Seksualnie – niebezpiecznie 

Muszę przyznać, że obawiałam się tej książki. Nie dość, że napisała ją debiutantka, to na dodatek młodsza ode mnie. A nie zwykłam ufać dentystom i pisarzom z krótką praktyką zawodową. Jakby tego było mało, wiedziałam, że powieść Gracze należy do tych z gatunku mocno erotycznych, a w takiej tematyce łatwo o banał i kicz. Zastanawiałam się zatem, czym będzie mogła mnie zaciekawić i zaskoczyć tak młoda osoba jak Renata Chaczko, na dodatek pisząca o seksie w środowisku, między innymi, celebrytów…

W miarę zagłębiania się w historię opowiadaną przez autorkę obawy te ustępowały zaciekawieniu. Zaczyna się niepokojąco: zmierzająca wielkimi krokami do trzydziestki Marta zamierza popełnić samobójstwo. Jej życie jest puste i bezsensowne. Przynajmniej takie mamy wrażenie i do takiego wniosku dość opornie dochodzi bohaterka, która wreszcie chciałaby dorosnąć, ale nie potrafi. Postać Marty zaciekawia i boli jednocześnie. Charakteryzuje ją spora wrażliwość, ale jednocześnie jej ulubioną rozrywką pozostaje masturbacja w towarzystwie filmów z RedTube’a… Jej atrakcyjność, jak i charakter, są niejako plebejskie. Marta jest głupia głupotą prostej dziewuchy ze wsi, mimo że żyje w stolicy. Rozpaczliwie wręcz łaknie uczucia, które ma nadzieje zdobyć prymitywnym, poimprezowym, pijackim sekszeniem. Pracuje od poniedziałku do piątku i odkłada pieniądze na dwutygodniowe wakacje raz do roku. A w weekendy impreza, picie, seks. I kac, i depresja, bo kolejny przygodny kochanek znów potraktował ją jak – że się posłużę momentami kloacznym językiem autorki – zdzirę, która daje dupy szybciej niż rozbijał się tupolew.

Jednak nie tylko o Marcie opowiada książka Chaczko. Przez karty powieści przetacza się jeszcze siedmiu równorzędnych jej bohaterów, którym poświęcone są kolejne rozdziały. Każda postać jest narratorem swojej części książki, co objawia się nie tylko w sposobie widzenia świata, ale przede wszystkim w charakterze opowieści. W przypadku Marty czy Piotra, który przejmuje od niej opowieść, język jest prostacki, a następnie wulgarny. Jednak ta kloaka znika w rozdziale trzecim, kiedy to dziennikarka-freelancerka Felicja – prawdopodobnie alter ego autorki[1] – przejmuje narrację. Jej sposób artykułowania słów jest stonowany i dużo bardziej kulturalny niż poprzedniej dwójki. Dziennikarka, mimo że młodsza od Marty i Piotra, w sposobie wyrażania się stoi o kilka poziomów wyżej od nich. I oczywiście nie jest to uwarunkowane wyłącznie niechęcią do przeklinania. Felicja jest przedstawicielką klasy młodych, wykształconych ludzi, którzy próbują do czegoś w życiu dojść. Czujemy, że w przyszłości będzie dziennikarką z prawdziwego zdarzenia i nie utknie jak Marta na ciepłym stołku ze średnią krajową. Najwyraźniej nie grozi jej też prymitywnie przejawiający się narcyzm, jak ma to miejsce w przypadku Piotrka, który właśnie przeżywa swoje aktorskie piętnaście minut… I przy tym bohaterze na moment się zatrzymam, ponieważ jest on drugim – po płytkim psychologicznie powodzie samobójstwa Marty, a jeszcze mniej uzasadnionej rezygnacji z wprowadzenia w życie tego dramatycznego zamysłu – zgrzytem, który pojawił się, gdy już na dobre zainteresowana zaczytałam się Graczach. Co mi tutaj nie pasuje, to jego zawód plus bycie stuprocentowym celebrytą. Trochę to nieżyciowe umieszczać w powieści, zwłaszcza debiutanckiej, takiego bohatera, o którym zanim zaczniemy na dobre czytać, już krzyczy tył okładki książki: „Gdy poznaje Piotra, znanego aktora…” Boże, nie. To nie może zachęcić kogoś, kto nie jest wielbicielem tabloidów i pudelków. Ale idźmy dalej, ponieważ inni bohaterowie też należą do tak zwanej elity. Adwokackiej dla odmiany. Sylwia, Marek i Paweł, współwłaściciele kancelarii, są po prostu bogaci. Może nawet bardzo, skoro jedno z nich bez mrugnięcia okiem wyda w ciągu paru minut trzydzieści pięć tysięcy złotych. Ponadto mają nowoczesne mieszkania, tak wyposażone, że „naprawdę jakiś szok”[2]. Przepraszam, pani Renato, ale nie przemawia to do mnie, nie w czasach, w jakich żyjemy. Ja chcę bohatera, który będzie zarabiał tysiąc sto złotych, pracując w jakimś sklepie, a z tych pieniędzy ledwo będzie mu starczać na wynajem pokoiku na obrzeżach miasta. Chcę poczuć tak zwany real, trud życia, ciężką pracę od podstawowego szczebla kariery, a nie obserwować jakieś adwokaty czy aktory u szczytu popularności!

OK, wykrzyczałam się na temat wad przestrzału społecznego w Graczach, to teraz pora na jasne strony. Niezależnie od tego, że Chaczko opisuje głównie elitę albo osoby do niej pretendujące (nawet ostatni z bohaterów, Dominik, musi studiować zarówno reżyserię, jak i medycynę), bez wątpienia robi to dobrze. Czuć, że autorka posiada znajomość opisywanych środowisk i charakterystycznych dla nich typów ludzkich. Mimo, że osoby te wykonują zawody, które spotykamy zdecydowanie rzadziej niż częściej, to nie męczy to aż tak bardzo swoją nierealnością i zdecydowanie mieści się w granicach do przyjęcia. Nie mogę więc odmówić młodej pisarce talentu w malowniczym kreowaniu powieściowego świata, nawet jeżeli wchodzimy do środowiska celebrytów. Warto w tym momencie wspomnieć o postaci menadżerki Piotra, Halinki, która została naszkicowana na piątkę z plusem. Natomiast w środowisku prawniczym duże wrażenie robi postać Pawła, popadającego w coraz większe szaleństwo. Włos stawał mi dęba przy czytaniu fragmentów, w których ten bohater grał pierwsze skrzypce i które, jak dla mnie, są najlepsze na przestrzeni niecałych dwustu pięćdziesięciu stron Graczy.

Niestety, nie wszystko jest opisane tak dobrze jak umysłowość Pawła. Jeżeli chodzi o postać striptizerki Wiktorii rzecz ma się dużo gorzej. Czułam niedosyt, czytając o przyczynach jej autodestrukcyjnych zachowań, a także o powodach wykupienia połowy butiku Hugo Bossa. Mam żal do Renaty Chaczko, że, podobnie jak Martę, przedstawiła tę postać tak płytko psychologicznie, że co inteligentniejszy czytelnik odbierze to jako nietakt i brak szacunku dla jego zdolności myślowych. Ponadto narracja przez nią prowadzona urywa się zbyt gwałtownie, a w relacji następnego bohatera, będącego zarazem jej partnerem, nie otrzymamy wyjaśnienia, co się z nią działo dalej. Doprawdy, aż mi się przykro zrobiło, że tak mnie jako czytelnika potraktowano. I smutek mnie ogarnął, że autorka zmarnowała tak wspaniały potencjał postaci, jaką jest Wiktoria.

Jednak gdyby ktoś mnie zapytał: „Gracze Renaty Chaczko – jesteś na tak, czy na nie?”, z pewnością odpowiedziałabym, że to pierwsze. Autorka bez wątpienia ma talent i dobrze się czuje w kanonie powieści erotycznej. Seks w Graczach jest soczyście opisany, niezależnie od tego, czy będzie tak zwanym szybkim numerkiem, zadowalającym oboje partnerów zbliżeniem, czy brutalnym gwałtem. Fizyczność bohaterów aż kipi ze stronic książki, a opisy ich wyglądu są tak dokładne, że wręcz mam już w głowie listę aktorów, którzy mogliby zagrać w jej ekranizacji. Która niewątpliwie ujrzy światło dzienne, bo tematyka Graczy jest doprawdy bardzo nośna, a same historie bohaterów ciekawe. Na dodatek sprytnie połączone motywem zapalniczki z Amsterdamu, która zyskuje wydźwięk iście symboliczny[3]. Podobał mi się rozmaity sposób jej przekazywania przez postacie, jej niezachwiana obecność we wszystkich historiach. I to, że ostatecznie wraca do Marty, która pod koniec poświęconego jej rozdziału zostawiła ją w mieszkaniu Piotra.

Zmierzając do końca tej recenzji, chciałam jeszcze wspomnieć o ostatnich dwóch zgrzytach, które poczułam czytając Graczy. Pierwszy to ilość wulgaryzmów, z powodu której miałam momentami wrażenie, że Chaczko tak naprawdę nie ma o czym opowiadać, skoro kurwowanie zajmuje tyle stron jej powieści. Mimo, że znaczna część bohaterów wyraża się kulturalnie, ci, którzy wręcz plują kloaką, robią to z dużym nakładem, także i za tych „grzecznych”. Co delikatniejszym osobom będzie trudno przez to przebrnąć i pewnie odłożą książkę na półkę, by o niej jak najszybciej zapomnieć. Natomiast ci, którzy przekroczą ten Rubikon przeklinania i prostactwa, będą pozytywne zaskoczeni dalszym sposobem prowadzenia już ukulturalnionej narracji, tylko na chwilę jeszcze poprzetykanej wulgaryzmami pijanego i rozjuszonego Pawła.

Drugi zgrzyt, który mam na myśli, to zakończenie. Nie przekonuje mnie. Jest jak biblijna przestroga, która na niewierzącą autorkę tej recenzji podziałała mniej niż średnio. Jednak gdy uprzytomniłam sobie dodatkowy sens przekazywania zapalniczki – prawie zamarłam. Bo jakkolwiek gniew Boży, jakim Chaczko karze swoich nieodpowiedzialnych bohaterów, jest przerysowany, tak jego wynik doprawdy przeraża…

6/10

Paulina Stoparek


[1] Powyższy wniosek wyciągnęłam z notki biograficznej obecnej na okładce wydania Graczy.

[2] Cytat z powieści.

[3] Jednym z symbolicznych tropów może być aktualne miejsce zamieszkania Renaty Chaczko, czyli Amsterdam właśnie.


 Renata Chaczko, Gracze, Zysk i S-ka, Poznań 2012.

Za książkę dziękuję 

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym Noir Café pod adresem: http://www.noircafe.pl/renata-chaczko-gracze/.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s