Marek Krajewski – W otchłani mroku

W kręgu zła absolutnego

Generalnie rzecz biorąc, mam za sobą lekturę książki doskonałej. W otchłani mroku Marka Krajewskiego to powieść błyskotliwa i mroczna jednocześnie, inteligentna i przystępna, wielowątkowa i zrozumiała. To książka będąca kryminałem, ale mająca niewiele wspólnego z tradycyjnym dla tego gatunku wzorem. I wreszcie: to pozycja nieschematyczna, filozoficzna i głęboka.

Trzech sowieckich dezerterów grasuje we Wrocławiu. Tropią, gwałcą i mordują młode dziewczyny. Były policjant i AK-owiec Edward Popielski, przypadkowo wplątany w te kipiące okrucieństwem wydarzenia, postanawia pomścić losy dziewcząt. Jednak nie tylko jemu zależy, aby dopaść okrutnych Rosjan. Po piętach depczą mu UB, NKWD i szalony rosyjski kapitan, mający za sobą traumatyczne przeżycia. A w tle tych wydarzeń, a raczej na równi z nimi, rozgrywa się spór filozoficzny dwójki profesorów, starających się przekonać uczniów podziemnego gimnazjum do swoich racji na temat postrzegania zła.

Trzeba przyznać, że Krajewski się postarał. W swojej najnowszej powieści niezwykle zgrabnie łączy ukochaną łacinę z wątkami filozoficznymi , a te z kolei kroczą ramię w ramię z zaskakującą kryminalną intrygą rozprzestrzeniającą się na dziesiątki lat. Tak, dziesiątki, ponieważ W otchłani mroku to książka przemieszczająca się w czasie od wczesnego okresu powojennego po 2012 rok. Z początku poczułam się w tej liczącej cztery poziomy czasowe intrydze zagubiona, jednakże wrocławski pisarz docelowo nakreślił wszystko w sposób tak logiczny, że ostatecznie się w tej wielości teraźniejszości odnalazłam. A skoro już o logice mowa, to należy zaznaczyć, że autor jest jej gorącym zwolennikiem, podobnie jak co poniektórzy jego bohaterowie. Można wręcz powiedzieć, że W otchłani mroku jest przesiąknięta logicznymi dowodzeniami rozmaitych tez i mniej lub bardziej oczywistych faktów.

Książka Krajewskiego obok logiki posiłkuje się wspomnianą już filozofią, historią Armii Czerwonej i polskiej komunistycznej policji politycznej (UB), biologią, historią literatury polskiej czy nawiązaniem do nauk ścisłych. Pan Marek udowadnia, że najprawdziwszy z niego erudyta, utytułowany człowiek-orkiestra, wnikliwy znawca źródeł i człowiek renesansu. W swojej powieści kilkakrotnie zresztą nawiązuje do wielkości humanistów z elementami zainteresowań ścisłowców i na odwrót, i po popełnieniu powyższej książki udowadnia, że sam do nich należy. Jednocześnie nie ma w tym fakcie krztyny zarozumiałości. Już raczej mamy wrażenie, że ten cały splendor i mniemania o wielkości umysłu Krajewskiego są mu należne. Ponadto w posłowiu pisarz z właściwą sobie skromnością wspomina, że do napisania powieści okazały się niezbędne takie inspiracje jak rozdźwięk między filozofią artystyczną a naukową, ewoluowanie świata ku dobru (która to maksyma dowodzona była na kartach książki psychologa Stevena Pinkera The Better Angels of Our Nature. The Decline of Violence In History and Its Causes) oraz słynny film Róża (2011) Wojciecha Smarzowskiego, a także pomoc licznych specjalistów, których zresztą również wymienia. Inspiracje to, trzeba przyznać, zacne i na szlachetnych niciach tkane. Podobnie jak Czarodziejska Góra Tomasza Manna i spór filozoficzny Naphty i Settembriniego, o którym to źródle Krajewski co prawda nie wspomina, ale który w oczywisty sposób się narzuca. Bohaterowie W otchłani mroku, profesorowie Stefanus i Murawski, umysłowo i słownie walczą o swoje racje i o to, by mieć wśród uczniów jak najwięcej zwolenników. I muszę przyznać, że mimo mojej odwiecznej niechęci do filozofii, niemal jednym tchem pochłaniałam poświęcone jej fragmenty z poczuciem,  że zaczynam spoglądać na problem zła inaczej niż dotychczas. Ponadto dzięki wątkom naukowym, zamieszczonym w powieści absolutnie nie na siłę, książka Krajewskiego zyskała zwielokrotnienie wszystkich swoich sensów, stając się literaturą doprawdy najwyższych lotów. Dodatkowo dochodząca do tego precyzja słowa autora i porywające opisy nie tylko Wrocławia, lecz także osób, jedzenia, czy okrucieństwa, uczyniły z W otchłani mroku pozycję bardzo plastyczną. Literacka finezja – o której wspominałam już przy okazji recenzowania innej książki pana Marka, Widm w mieście Breslau – ramię w ramię kroczy z wartką fabułą, sprawiającą, że powieść wręcz się pożera, przy jednoczesnej potrzebie delektowania się nią. To, na co narzekałam przy okazji opisywania poprzedniego dzieła Krajewskiego, czyli wkładanie w usta niemal każdego bohatera traktatów naukowych, tutaj zostało okrojone, jednocześnie nie wydzierając z autora jego klasyczno-łacińsko-filozoficznej duszy. Uniwersyteckie prawdy są bowiem przynależne profesorom i ich rządnych wiedzy uczniom, do których w oczywisty sposób powyższe wywody pasują, dzięki czemu książka wydaje się bardziej wiarygodna.

Moją większą sympatię dla tej książki może też predestynować fakt, że jej głównego bohatera, Edwarda Popielskiego, polubiłam o wiele bardziej niż Eberharda Mocka, będącego czołową postacią Widm. Sześćdziesięcioletni ex policjant z wyższym humanistycznym wykształceniem przemówił do mnie zdecydowanie bardziej niż rozpoczynający karierę w wydziale kryminalnym, przejadający się okrutnik Mock. Ponadto ma Popielski wyraźnie większą od swojego kolegi po fachu wrażliwość i szacunek dla płci pięknej. Prowadzi pamiętnik i jest wierny niczym łabędź jednej prostytutce, którą traktuje z najprawdziwszym szacunkiem. Ponadto jest bohaterem wysoce dramatycznym, bardzo mocno przeżywającym prywatne traumy, silnym i słabym jednocześnie, co czyni zeń postać mocno przyciągająca uwagę czytelnika.

Wspomniany pamiętnik zyskuje u Krajewskiego status równorzędny narracji właściwej i nie stanowi zaledwie jej uzupełnienia, a co za tym idzie sztucznego w niej wyodrębnienia. Momenty pamiętnikowe minimalnie różnią się od reszty odrobinę bardziej wyszukanym językiem godnym filozofa, który dzięki zaistniałym okolicznościom odświeża swój umysł. Obie te cechy sprawiają, że mamy zarówno świadomość zgrabnego wplecenia tych fragmentów w całość, jak i urozmaicenie narracji. I jakkolwiek zapewne gdzieś to już wcześniej było, tak wykonanie pamiętnikowych wstawek przez Krajewskiego bardzo mi odpowiada, a momenty te, chociaż mniej popychające akcję do przodu, czyta się nie mniej zachłannie niż pozostałe.

Gdybym miała znaleźć wspólny mianownik dla wszystkich wątków zawartych w najnowszej powieści pana Marka, określiłabym go jako zło. Zło, które mimo końca wojny nadal zatacza olbrzymie kręgi i zbiera obfite żniwo. Zło, które graniczy z absurdem i szaleństwem. Wreszcie: zło, które polski pisarz kreśli w sposób autentycznie przerażający. Krajewski nie boi się drastycznych opisów i czytelniczych na nie reakcji, pozostaje w tej sprawie nieprzejednany. A to sprawia, że W otchłani mroku jest powieścią dla osób o mocnych nerwach, która swoją bezkompromisowością i kreśleniem arcyciekawych teorii kolokwialnie rzecz ujmując powala na kolana. Dawno nie czułam się po lekturze książki tak zachwycona i rozbita jednocześnie, przepełniona uczuciem, że coś rewelacyjnego dobiegło końca. Jak dla mnie ta powieść to fenomen, pod czym podpisuję się obiema rękami i nogami. Plus gratulacje dla Wydawnictwa Znak za intrygującą i wysoce symboliczną okładkę. Takie książki aż chce się czytać i chwalić, że się je zna i posiada. Amen.

9/10 

Paulina Stoparek


Marek Krajewski, W otchłani mroku, Znak, Kraków 2013.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu

Recenzja zwyciężyła w konkursie na recenzję polskiej powieści kryminalnej z 2013 roku zorganizowanego przez Zbrodnię w Bibliotece i Kryminalną Piłę —> http://zbrodniawbibliotece.pl/kronikakryminalna/3680,wynikikonkursunarecenzjepolskiejpowiescikryminalnejz2013roku/.

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym Noir Café pod koniec 2013 roku.

Reklamy

3 thoughts on “Marek Krajewski – W otchłani mroku

  1. Pingback: Marek Krajewski – Liczby Charona | Moonbloger

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s