Nie oglądaj się teraz

Mroczna Wenecja… na czerwono

Generalnie rzecz biorąc nie oglądam horrorów. Obawa przed tym, co strasznego może się wydarzyć na ekranie, skutecznie zniechęca mnie przed poznawaniem tego gatunku filmów. Tak, nie zamierzam ukrywać tego, że ogromny ze mnie tchórz jeśli idzie o widoki krwi, mordów, czy wyskakującego zza rogu zabójcy. Abym obejrzała horror, muszą zaistnieć okoliczności ku temu sprzyjające. Na przykład wiedza, że brak w nim typowych dla gatunku rozwiązań i banalnej fabuły, czy też zainteresowanie danym tytułem wynikające z wcześniej poznanej literatury. Nie oglądaj się teraz (Don’t Look Now, 1973) Nicolasa Roega poznałam właśnie dzięki temu, że spełniło powyższe warunki. A zaczęło się od pewnej czarnej książeczki…

Daphne du Maurier napisała w swoim życiu kilka całkiem niezłych powieści, a jeszcze więcej nowel. To od nich zaczęła się moja przygoda z jej twórczością. Lata temu, pewnego deszczowego jesiennego dnia, skryłam się w księgarni Tania Książka na ulicy Brackiej w Krakowie. Przechodząc pomiędzy tomami rozmaitej literatury zauważyłam małą czarną książkę. Doprawdy, mogłaby tak wyglądać książeczka do modlenia Ave Szatan! Jako miłośniczka rzeczy dziwacznych, sięgnęłam po niewielki tomik i przeczytałam tył okładki. Zakończyło się to wyjściem z księgarni razem z nim i z paragonem, opiewającym na kwotę czterech (!) złotych. Mała czarna książka nosiła tytuł Makabreski, a jej autorką była właśnie du Maurier.

Makabreska to niewielki utwór literacki, zawierający w sobie elementy grozy i groteski zarazem. Wspomniana książka była zbiorem takich właśnie nowel, z których dwie posłużyły za kanwy filmów fabularnych. Jedną z nich były Ptaki (The Birds), które w znacznie bardziej rozwiniętej wersji w 1963 roku przeniósł na ekrany Alfred Hitchcock. Drugą natomiast była nowela Nie oglądaj się teraz, która okazała się na tyle szczegółowa i sugestywna, że Nicolas Roeg nie musiał dodawać wiele, by fabuła starczyła na przeciętnych rozmiarów film. To pozwoliło mu pozostać wiernym literackiemu pierwowzorowi. Wiernym, ale na swój osobisty, artystyczny sposób. W filmowej adaptacji bowiem odnajdziemy igranie z konwencjami, bogata symbolikę, niuanse pozwalające bardziej uważnym widzom przeczuć zakończenie, a także porywający wręcz nastrój, tyleż niesamowity, złowrogi, co poruszający najcieńsze struny umysłu każdego kinomana.

Bohaterami obrazu Roega są Laura (Julie Christie) i John (Donald Sutherland) Baxterowie, małżeństwo, które niedawno straciło córkę. By otrząsnąć się z tragedii wyjeżdżają do Wenecji. Jest to dłuższy pobyt, służący nie tylko opuszczeniu Anglii, gdzie miał miejsce rodzinny dramat, lecz także zarobkowi, ponieważ John przyjmuje zlecenie odrestaurowania zabytków jednego z tamtejszych kościołów. W trakcie przebywania we włoskim mieście Baxterowie poznają dwie siostry (Hilary Mason i Clelia Matania), z których jedna, niewidoma, jest medium. Nawiązują one więź z Laurą, która, jakkolwiek pogodzona ze śmiercią córki, chce wierzyć, że dziewczynka towarzyszy Johnowi i jej, szczęśliwa jako duch. Pan Baxter z przyczyn, które reżyser będzie zgrabnie widzowi symbolicznie podpowiadał, nie jest zadowolony z tej znajomości. Równolegle do tych wydarzeń Wenecję nawiedza seryjny morderca, zabijający swoje ofiary ostrym narzędziem. Jego wątek pojawia się jakby mimochodem, jest na trzecim planie, serwowany głównie za pomocą pojawiającej się od czasu do czasu miejscowej policji i pozornie nie ma związku z życiem Baxterów. Jednak los chce, żeby obie te historie zmierzały do skrzyżowania się…

Ów morderca posługujący się ostrym narzędziem to postać charakterystyczna dla nurtu giallo. Ten kierunek filmowy włoskiego pochodzenia ewoluował na przestrzeni lat 60. i 70. ubiegłego wieku. Cechowały go między innymi: tajemnicza osoby mordercy, zapętlenie w historię kryminalną niezwiązanych z nią, niewinnych osób, krajobraz zabytkowego miasta jako tła wydarzeń, mylące, prowadzące donikąd ślady, wątki nadprzyrodzone, a także nastrój napięcia i niepokoju, jaki towarzyszy bohaterom, a przede wszystkim widzowi. Giallo, nurt prywatnie podziwiany przez Nicolasa Roega, wyraźnie odbił się na jego adaptacji prozy du Maurier. Jednakże byłoby absurdem mianować Nie oglądaj się teraz typowym filmem tego kierunku. Nie znajdziemy tutaj rwącej akcji, szablonowych postaci, czy nieustannego szokowania, jakie miało miejsce u klasycznych przedstawicieli giallo. Mało tego: reżyser bawi się z nami konwencją do tego stopnia, że, stawiając prywatne dramaty i radości Baxterów na pierwszym planie, wprowadza nas w błąd, sugerując dramat psychologiczny, opisujący rozmaite obrazki z życia małżeńskiego. Bohaterowie rozmawiają, spacerują po Wenecji, jedzą posiłki w restauracjach, kochają się… I w tym momencie pora się zatrzymać, ponieważ scena erotyczna w Nie oglądaj się teraz jest według mnie bodaj najlepszym tego rodzaju momentem w historii kina. Urocza, cudownie naturalistyczna, celebrująca piękno ludzkiego ciała i miłość pomiędzy kobietą a mężczyzną. Równocześnie z nią, dzięki montażowi równoległemu, oglądamy szykowanie się Baxterów do wyjścia. Wyjątkowość, a jednocześnie normalność aktu seksualnego zostaje tutaj skontrastowana z radością i zwyczajnością wspólnego przygotowywania się do opuszczenia mieszkania. I czujemy na tyle mocno piękno, dobro i przyjemność zarówno jednego, jak i drugiego, że mamy ochotę sięgnąć po naszą drugą połówkę lub, gdy jesteśmy samotni, poszukać jej…

Wspomniałam, że bohaterowie spacerują po Wenecji. Dodam, że bynajmniej nie po Wenecji rodem z pocztówek. Włoskie miasto jest ponure, przeważa w nim smutna kolorystyka. W dzień, oświetlone zimnym światłem słonecznym, wygląda niesympatycznie, szaro. Nie spotkamy tutaj śpiewającego gondoliera w kapeluszu z wstążką. Natomiast Wenecja nocą jest wręcz wroga i mimo sporej przestrzeni i wielu uliczek – klaustrofobiczna. „W obiektywie kamery Anthony’ego Richmonda obrazy [miasta] wprowadzają atmosferę podskórnego niepokoju, który udziela się nawet wówczas, gdy w warstwie fabularnej nic się nie dzieje – jest to osiągnięcie, dzięki któremu siedzimy przejęci także w chwilach, gdy zaangażowania nie gwarantuje sama w sobie akcja”[1]. Ponadto zadziwiająco łatwo się w tej Roegowskiej Wenecji zgubić („Nie sądziłam, że zabłądzę w Wenecji” – mówi w pewnym momencie zaskoczona Laura), gdyż pełna jest ciemnych zaułków, w których grasują szczury i… morderca…

Jak już wspomniałam, mało w filmie Roega horroru w horrorze, jak powiedziałby „profesor” (Mieczysław Czechowicz) z Poszukiwanej, poszukiwanego (1973) Stanisława Barei. Od czasu do czasu jest wyławiany trup z rzeki (niczym w Szale (Frenzy, 1972) Hitchcocka), krótko po tym pojawia się policja i reporterzy, a ruch vaporetto[2] zostaje chwilowo wstrzymany. Raz usłyszymy też krzyk, ale, chociaż chwila będzie złowroga, nie będziemy pewni, czy to ofiara mordercy, czy może jakieś nocne zwierzę… I to by było na tyle cech charakterystycznych dla horroru. Jednak atmosfera, mimo myląco rozwlekłej akcji, momentami będzie robić się niesamowicie gęsta, a w miarę trwania czasu projekcji tych chwil „że nic, tylko kroić nożem” będzie pojawiać się coraz więcej. Trzeba przyznać, że reżyser świetnie to sobie rozplanował, wręcz matematycznie. I mimo, że zmyla widza „obrazkami z życia małżeńskiego”, nie można mu zarzucić, że nie pozostawia nam tropów… Trudno to zaobserwować, oglądając film po raz pierwszy, ale pod koniec projekcji nagle stajemy się bardzo mądrzy, a poszlaki, których być może wcześniej nie zauważyliśmy, nagle zaczną układać się w klarowną całość. Zaczniemy widzieć Johna w innym świetle, wątek nadprzyrodzony nabierze większego znaczenia, niż można by z początku sądzić, a czerwień stanie się symbolem tak oczywistym, że aż przejaskrawionym. Nie będę tu zdradzać znaczenia czerwonego koloru w Nie oglądaj się teraz, jednak doradzam skupienie, gdy ukaże się on w kadrze. A nuż widelec wyprzedzicie pojawienie się odpowiedzi na zagadkę zadaną przez reżysera?

Nicolas Roeg, adaptując makabreskę Daphne du Maurier, był już twórcą dojrzałym, co pozwoliło mu na kompletne dopracowanie koncepcji dzieła filmowego. Nic nie jest w nim przypadkowe, każda cząstka kadru dodaje charakteru. Biały koń z sekwencji początkowej. Rażąco brzydka kobieta w toalecie restauracji. Rzeźba z głową, rzeźba bez głowy, rzeźba w parku. Biskup (Massimo Serato), którego zachowanie wydaje się być podejrzane. Siostry, śmiejące się histerycznie świeżo po rozmowie z Laurą. Montaże wewnątrzkadrowe. Montaż ekspresyjny lub kamera z ręki w momentach, kiedy dar Johna daje o sobie znać… Nie oglądaj się teraz to także niezwykle rzadko używana w filmach futurospekcja, ukazująca chwile, które dopiero nastąpią… Przykłady estetyczne i znaczeniowe można by mnożyć. Podsumowując jednym zdaniem: Roeg to artysta kompletny i prawdziwy koneser sztuki filmowej. Jego obraz to dla mnie doskonałość, począwszy od cudownie naturalnej gry Julie Christie i Donalda Sutherlanda, a na muzyce Pino Donaggio (debiut!) skończywszy. Zresztą efekty muzyczne w Nie oglądaj się teraz są niezwykle istotne i, jak cała reszta, wybitnie symboliczne. Sielankowe dźwięki towarzyszące kadrom (pozornie) radosnym, ekspresyjna, przepiękna melodia w niezwykle ważnej dla narracji chwili, czy charakterystyczny motyw w momentach, które na użytek tej recenzji, aby nie zdradzać zbyt wiele, nazwę „momentami Czerwonego Kapturka”. Słuchając wszystkich tych brzmień mam ochotę wykonać głęboki ukłon w uznaniu dla pracy pana Donaggio. Podobny gest należy się scenarzystom, Allanowi Scottowi i Chrisowi Bryantowi, którzy zadbali o ty, by adaptowany scenariusz, jak na dziecko makabreski przystało, zachował nie tylko grozę, ale i groteskowe momentami poczucie humoru (Biskup: „Jesteś chrześcijanką, Lauro?” Laura: „Nie wiem… Jestem miła dla dzieci i zwierząt”).

Widziałam film Roega kilkakrotnie. Wiem, że jeszcze do niego wrócę, chociażby po to, aby rozkoszować się jego wyjątkową estetyką. Jednego tylko momentu nie obejrzę powtórnie. Zakończenia. Jeden raz mi w zupełności wystarczył. Nie przesadzę pisząc, że włoski na karku stanęły mi dęba. Ale nie trzeba specjalnie wrażliwym na horrorystyczne widoki, aby uznać zakończenie Nie oglądaj się teraz za jedno z najbardziej makabrycznych w historii kina.

10/10

                                                               Paulina Stoparek


[1] Piotr Sawicki, Nie oglądaj się teraz, http://horror.com.pl/filmy/recka.php?id=158 (21.01.2013).

[2] Vaporetto (wł.) – tramwaj wodny w Wenecji.


Nie oglądaj się teraz, 1973, prod.: Wielka Brytania, Włochy, reż. Nicolas Roeg, scen. Allan Scott i Chris Bryant, wyst.: Donald Sutherland, Julie Christie i in.

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym Noir Café pod adresem: http://www.noircafe.pl/nie-ogladaj-sie-teraz/.

Advertisements

2 thoughts on “Nie oglądaj się teraz

  1. Pingback: Inwazja porywaczy ciał | Moonbloger

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s