Szał

Krawaciarz grasuje

Filmami Alfreda Hitchcocka zaraziła mnie Mama. Przed laty powiedziała do mnie: „Jak chcesz obejrzeć jakiś straszny film, to dziś w telewizji będą Ptaki Hitchcocka.” Tak oto pomniejszona wersja niżej podpisanej po raz pierwszy usłyszała o mistrzu suspensu. Wspomnianego filmu przeraziła się tak bardzo, że wróciła do niego dopiero rok temu, pamiętając o tym, aby odwrócić głowę w czasie sceny, w której zostaje ukazany człowiek z wydłubanymi przez ptaki oczyma… Należy jednak pamiętać o tym, że Hitchcock to nie tylko Ptaki (The Birds, 1963), Psychoza (Psycho, 1960), czy Okno na podwórze (Rear Window, 1954).

Powstały w 1972 roku Szał (Frenzy), przedostatni film brytyjskiego reżysera, dziś wydaje się nieco zapomniany. Według mnie niesłusznie, gdyż jest to obraz ciekawy i doskonale skonstruowany, w niczym nie ulegający najpopularniejszym filmom Hitchcocka, a może i nawet od nich lepszy. Znajdziemy w nim wszystko, za co kochamy mistrza suspensu. Przede wszystkim niezwykłe stopniowanie napięcia, które mimo że wydaje się być zaspokojone już po około półgodzinnej projekcji (ujawnienie osoby mordercy) w najlepsze narasta dalej, znajdując ujście dopiero w ostatniej minucie filmu. Słynne motto reżysera: „Film powinien zaczynać się od trzęsienia ziemi, potem zaś napięcie ma nieprzerwanie rosnąć” po raz kolejny okazuje się mieć rację bytu. Na inne cechy charakterystyczne Hitchcockowskiego kina, jak przypadkowe uwikłanie niewinnego bohatera w zbrodnię, połączenie seksualnej zmysłowości z tematem śmierci, czarny humor, wprawiający w podziw montaż, czy pojawienie się samego reżysera w jednej ze scen także znalazło tu swe miejsce. Ale zacznijmy od początku.

Ktoś kiedyś powiedział, że aby film przyciągnął uwagę widza, należy skonstruować go tak, żeby oglądający choć trochę polubił głównego bohatera. Najwyraźniej filmom Alfreda Hitchcocka nie jest to potrzebne. Podobnie jak w pamiętnym Sznurze (Rope) z 1948 roku, gdzie główny bohater był zimnym mordercą uważającym się za nietzscheańskiego nadczłowieka, tak Richard Blaney (John Finch) również nie budzi naszej sympatii. Nerwowy, choleryczny, nieprzyjemny w obyciu… Poznajemy go w momencie, gdy zostaje zwolniony z pracy, w której pełnił funkcję barmana. Ściślej: gdy zawiązuje sobie krawat, przed pojawieniem się w barze, gdzie następuje wspomniane zwolnienie. Nie byłoby w tym nic niezwykłego, gdyby w scenie bezpośrednio poprzedzającej opisywaną nie pojawiła się zamordowana kobieta uduszona… krawatem. Dla wprowadzenia w treść filmu tych, którzy go nie znają, w tym momencie warto wspomnieć, że w filmie krawat pełni, jakkolwiek wydaje się to absurdalne, bardzo ważną funkcję. Mianowicie, seryjny morderca-gwałciciel obecny w obrazie Hitchcocka, zabija swoje ofiary nie inaczej, jak dusząc je właśnie tą częścią swojej garderoby. Brzmi śmiesznie? Infantylnie? Staroświecko? Może. Jednak to tylko pozory.

Czytając rozmaite materiały na temat Szału natknęłam się na opinie, że film ten w dzisiejszych czasach raczej nie przeraża. Nie zgadzam się z tym stwierdzeniem. Jak dla mnie do kanonu filmowych „przerażaczy” bez wątpienia przeszła scena z wyłamywaniem przez mordercę palców martwej kobiety, w celu odzyskania naprowadzającej na jego tożsamość szpilki z inicjałem. W niczym nie ustępuje jej ukazanie gwałtu i morderstwa, które są właśnie tym trzęsieniem ziemi z motta brytyjskiego reżysera. Powtarzane przez mordercę (którego osoby nie zdradzam tutaj z rozmysłem) słowo „Lovely”, za każdym razem wypowiadane z coraz większym pożądaniem i narastającym szaleństwem w oczach sprawia, że włos staje dęba. Podobnie posępnych i złowrogich chwil jest w Szale więcej. Mimo, że od jego premiery minęło ponad 40 lat, jak dla mnie film nie zestarzał się pod względem straszenia widza ani na jotę. No chyba, że kogoś przeraża tylko to, co chlusta krwią, czy epatuje pokawałkowanymi ciałami. Takiego widza Szał raczej znudzi.

Ale wróćmy do bohaterów dramatu. Richard Blaney, jakkolwiek nieprzyjemny z niego typ, jest niewinny. To nieszczęśliwy zbieg okoliczności wplątał go w bieg wydarzeń, sprawiając, że stał się głównym i właściwie jedynym podejrzanym popełnianych w Londynie morderstw. Z tarapatów pomaga mu wyplątać się oddana Babs (Anna Massey), koleżanka z pracy i, jak pokazuje dalsza część filmu, kochanka. To nie jedyna w Szale kobieta pomagająca swemu mężczyźnie. Wszak nie należy zapominać o pani inspektorowej Oxford (Vivien Merchant), która swoją „kobiecą intuicją lepszą niż laboratoria” nakieruje męża na trop mordercy. Jednak nie jest to jej jedyną rolą w filmie. Hitchcock wykorzystuje jej postać do wprowadzenia wątku humorystycznego, trzeba przyznać niezwykle udanego. Do tej pory, gdy przypomnę sobie sceny, w których pojawia się Vivien Merchant, na mojej twarzy pojawia się uśmiech.

Pretekstem do pojawienia się wątku komediowego jest… jedzenie. Powszechnie wiadomym faktem jest, że Hitchcock miał do niego słabość[1]. Objawiało się to nie tylko mocną tuszą, ale także takimi perełkami jak Szał właśnie. Jedzenia mamy tu mnóstwo. Po pierwsze – osadzenie akcji filmu w dzielnicy Londynu, gdzie handlowało się żywnością. Po drugie – sekwencja z wspomnianym już wyłamywaniem palców ofierze, która ma miejsce w ciężarówce przewożącej ziemniaki. Po trzecie – sceny posiłków w domu komisarza Oxforda. Są one cudownie lekkimi i sympatycznymi przerywnikami dla dramatycznej przecież fabuły. Momenty, w których bohater kreowany przez Aleca McCowena usiłuje stawić czoła posiłkom serwowanym przez małżonkę nie powstydziłby się najlepszy kabaret. A pani Oxford jest w tych scenach tak wdzięczna i naiwnie zafascynowana własnymi odkryciami kulinarnymi, że gwarantuję Wam uśmiechy na twarzach podczas seansu.

Zaczyna mi być niezręcznie pisać o Szale recenzję, a nie bardziej szczegółową analizę ponieważ w trakcie tworzenia tego tekstu i przypominania sobie na ekranie komputera poszczególnych scen filmu zauważam, że w obrazie Hitchcocka jeden istotny motyw zazębia się o drugi, by ten drugi mógł rozpocząć kolejny. To tak jak wejść do supermarketu i przechodząc między półkami stwierdzić, że jedno bez drugiego nie będzie już tak samo dobre i że należy kupić wszystko. Motywy, które mam tu na myśli, przeplatają się z życiem samego reżysera w sposób wręcz obsesyjny, powracając w kolejnych filmach jak bumerang. Wszystko wskazuje na to, że były one dla twórcy swoistą terapią i próbą zmierzenia się z własnymi demonami. Mam tu na myśli takie wątki jak seksualną zmysłowość powiązaną ze śmiercią, czy potężny wpływ matki na dorosłego już syna. Ten drugi zauważymy poznając życie prywatne mordercy-„krawaciarza”, który pozostaje w bardzo zażyłych stosunkach z rodzicielką. Jej pojawienie się w filmie nic nie wnosi do akcji. Ma ona znaczenie jedynie symboliczne i, jak mniemam, terapeutyczne dla twórcy, który do późnych lat młodzieńczych składał co wieczór „spowiedź” z całego dnia swojej matce, a kobiety, którymi był zainteresowany w sposób seksualny pojawiły się w jego życiu o wiele później niż miało to miejsce w przypadku jego rówieśników. Natomiast wątek seksualności i śmierci, w czym zawiera się również obsesyjna chęć dominacji nad płcią piękną, jest w Szale wszechobecny. Kobiety nagie. Kobiety gwałcone. Kobiety duszone. Każda, jeśli nie ładna, to przynajmniej atrakcyjna, będąca my type of a woman, jak mówi morderca. Niezależna i aktywna zawodowo. Taka, nad którą zawładnąć będzie tym większą przyjemnością… My type of a woman… Gdy te słowa padają w filmie, to w najbliższych minutach należy oczekiwać śmierci kobiety, do której są one kierowane… Oglądając Szał i inne obrazy brytyjskiego reżysera nie trzeba być psychologiem, aby domyślić się, że w dużym stopniu był on frustratem, mężczyzną zakompleksionym i niespełnionym w życiu osobistym[2]. Zresztą będziemy się o tym mogli przekonać niedługo, oglądając wchodzącego wkrótce na ekrany kin biograficznego Hitchcocka (2012) Sachy Gervasi. Jak doszły mnie słuchy, został tam mocno uwypuklony wątek napiętych relacji pomiędzy reżyserem (Anthony Hopkins) a jego żoną (Helen Mirren), które zapewne były jedną z przyczyn wzrastających obsesji artysty.

Jednak zakończę może analizowanie, bo tekst zaczyna niebezpiecznie przybierać na wadze, co nie było moim zamysłem. Pozwolę sobie jeszcze wspomnieć o tym, że film jest prosty w odbiorze. Nie posiada żadnych narracyjnych zapętleń, czy innych zakłócających odbiór fabuły zabiegów, co bez wątpienia wpływa na jego korzyść. Brytyjski reżyser nie był zwolennikiem utrudniania filmowych opowiadań. Zdaniem Hitchcocka bowiem, nic tak nie zabijało napięcia, jak dezorientacja publiczności. Jeżeli widzowie nie dość jasno rozumieją sytuację, wówczas trudno w nich wywołać określone emocje. „Dlatego dla sukcesu spektaklu trzeba stale wszystko wyjaśniać. Hitchcock dzielił artystów na „komplikatorów” i „upraszczaczy”, siebie rzecz jasna umiejscawiając w tej drugiej kategorii”[3].

Na zakończenie wspomnę jeszcze o smaczku, jaki często serwuje nam brytyjski reżyser, a który jest swojego rodzaju podpisem na ukończonym już dziele. Mam tu na myśli pojawianie się Hitchcocka w epizodycznych rolach. Również tym razem wielbiciele mistrza suspensu się nie zawiodą i bacznie oglądając początek filmu będą mogli go dostrzec. Końcówka również spełni ich oczekiwania.. Ostatnie zdanie, które wypowiada inspektor Oxford, jest doprawdy nie do zapomnienia.

9/10

 Paulina Stoparek


[1] Por. http://cytaty.o.pl/alfred-hitchcock-film-powinien-zaczynac-sie-od-trzesienia-ziemi/ (09.01.2013).

[2] Powyższą wiedzę czerpię z wykładu na temat Alfreda Hitchcocka prowadzonego przez Panią dr hab. Iwonę Kolasińską-Pasterczyk, w którym miałam przyjemność uczestniczyć podczas studiów w Instytucie Sztuk Audiowizualnych Uniwersytetu Jagiellońskiego.

[3] Piotr Han, Jedyna taka książka!, http://film.org.pl/a/artykul/jedyna-taka-ksiazka-21151/ (09.01.2013).


Szał, 1972, prod. Wielka Brytania, reż. Alfred Hitchcock, scen. Anthony Shaffer, wyst. John Finch, Alec McCowen, Anna Massey i in.

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym Noir Café pod adresem: http://www.noircafe.pl/szal/.
 
Reklamy

One thought on “Szał

  1. Pingback: Nie oglądaj się teraz | Moonbloger

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s