Pod Mocnym Aniołem

Surrealizm Smarzowskiego

Kampania reklamowa najnowszego filmu Wojtka Smarzowskiego niejednego może zmylić. Na plakatach sympatycznie wyglądający Robert Więckiewicz z naręczem różnego rodzaju buteleczek albo głupkowato uśmiechnięty i prowadzący w tańcu śliczną Julię Kijowską… W trailerze muzyka z Greka Zorby (Alexis Zorbas, 1964, reż. Mihalis Kokogiannis), radośnie narastająca i porywająca swoją energią… Cała ta marketingowa otoczka zupełnie jednak nie licuje z prawdą o reklamowanym przez nią dziele, ponieważ Pod Mocnym Aniołem (2014) to film bardzo smutny, gorzki, zupełnie nielekkostrawny i na swój sposób przerażający.

Jurek (Robert Więckiewicz) jest pisarzem i alkoholikiem. Poznajemy go w momencie, kiedy wydaje się, że problem nałogu ma już za sobą. Zakochany z wzajemnością w narzeczonej (Julia Kijowska), z głową pełną pięknych zdań niezbędnych do napisania kolejnej książki stopniowo na nowo układa sobie życie. Jednak mniemanie bohatera, że problem picia ma opanowany, szybko przechodzące w paradoksalną pewność, że zalicza się on do „tych, co pić umieją i mogą” kończy się lądowaniem w zaprzyjaźnionej knajpie Pod Mocnym Aniołem, a następnie na odwyku, gdzie spotyka osoby z podobnym do niego problemem, a także pragnący mu pomóc personel. Jednak mimo wielu wyciągniętych pomocnych dłoni Jurek wpada w nawracający alkoholowy ciąg, a jego życie staje się upiornie powtarzalnym krążeniem po orbicie łączącej trzy punkty: krótkie momenty trzeźwości, długie pijackie dezynwoltury i bolesne pobyty na oddziale deliryków, gdzie zostaje detoksykowany i poznaje historie innych pacjentów.

To, co streściłam powyżej, nie jest wyłącznie przenośnią alkoholowego żywota Jurka. Tak zbudowany jest cały film, który jest pełen powtórek, przydzielenia tym samym twarzom różnych osobowości, a tym samym miejscom – różnych szerokości geograficznych. Mamy zatem jednego i tego samego taksówkarza, którego samochodem niezliczoną liczbę razy trzeźwy bohater opuszcza detoks, Jurkowego dziadka (Marian Dziędziel), który ma zarazem twarz jednego z pacjentów, czy sklep alkoholowy, w historiach różnych postaci zawsze taki sam i z tą samą sprzedawczynią za ladą… Powtarzają się wychylanie szklanki wódki za szklanką wódki, kończenie z twarzą w muszli klozetowej, drgawki po szpitalnym odseparowaniu od alkoholu i powroty Pod Mocnego Anioła. Jednak należy zaznaczyć, że akcja powtórkowa rozpoczyna się mniej więcej po pół godzinie seansu, zupełnie jakby początek filmu, nie tak bardzo pocięty montażem Pawła Laskowskiego jak jego dalsza część, miał oddawać ducha trzeźwości, względnie jednodrinkowego upojenia, kiedy to pijący jeszcze w pełni nadąża za tym, co się dzieje wokół. Im dalej w las, tym jest gorzej, nie pod względem estetyki filmowego języka, ale tym dotyczącym zrozumienia fabuły, której poszczególne cząstki ni stąd, ni zowąd osiągają długość nawet tylko dwóch sekund i są zaledwie migawkami tego, czego nawet dobrze nie zdążymy ujrzeć. Są też momenty dłuższe, te z wypowiedziami bohaterów do kamery, ze sporymi jak mniemam cytatami z pierwowzoru literackiego, który napisał nie kto inny jak Jerzy Pilch, tworząc w ten sposób poniekąd opowieść autobiograficzną. Zostawiając sobie jednak Pilcha na „za chwilę”, wypada wspomnieć o tym, że owa coraz bardziej nieskładna narracja to oczywiście przenośnia coraz większego rauszu, który nie wiedzieć kiedy zamienia się w „zaliczenie zgona” czy w załatwienie się pod siebie. Z tym że powyższa nieskładność i pijacki dramat nie są dodatkami do fabuły, ale jej sednem, tworzą z całości swojego rodzaju alkoholową epopeję, za nic mającą sobie oczekiwania widzów, pozbawioną ogólnie przyjętych: początku, rozwinięcia i zakończenia, które są zastąpione przez luźno powiązane sceny. A to wszystko, jak można się po Smarzowskim i jego reżyserskich obsesjach spodziewać, jest podane dosłownie i bardzo dosadnie. Jurka, a także co poniektórych innych bohaterów – Jurkowych współpacjentów trzeba wręcz skrobać z podłogi, nierzadko w towarzystwie smrodu i widoku fekaliów.

Te bardzo smutne widoki kojarzące się z gorszą stroną mniej postępowej Europy, tak jak w swoich wcześniejszych filmach miesza pan Wojtek z przaśnością, językiem przekleństw, różnymi rodzajami kadrowania, psychodeliczną muzyką Mikołaja Trzaski i odjeżdżającą pod sam koniec projekcji kamerą. A to z kolei zostaje okraszone stałą ekipą aktorów, którzy regularnie ze Smarzowskim współpracują. Z filmu na film zmieniają oni wprawdzie wagę swoich ról, od pierwszoplanowych do epizodów, ale zawsze w scenariuszu znajdzie się dla nich miejsce. Większość Mocnego Anioła kradnie oczywiście Robert Więckiewicz, jednak swoją część do fabuły skutecznie dodają takie aktorskie tuzy jak Kinga Preis, Iwona Bielska, Marian Dziędziel czy Andrzej Grabowski. Zwłaszcza pierwsza z pań zasługuje na oklaski na stojąco, a jej roli zniszczonej przez nałóg kobiety nie sposób zapomnieć.

Abstrahując od powtarzających się aktorów, z którymi Smarzowskiemu najwyraźniej zgodnie i satysfakcjonująco się współpracuje, należy się zastanowić, czy to, co już widzieliśmy wcześniej w jego filmach, utrzymuje w Mocnym Aniele rangę konieczności i oryginalności, czy jest już manierą. Konieczności, bo nie należy zapominać, że najnowsze dzieło pana Wojtka to adaptacja książki o alkoholiku; oryginalności, bo zapewne większość zgodzi się ze mną, że styl Smarzowskiego jest jedyny w swoim rodzaju; a maniery… bo gdzieś to wszystko już było i to podane w postaci dość podobnej… Mamy zatem przaśność jak w debiutanckim Weselu (2004), zgrzytliwą muzykę i nałogowe picie jak w Domu Złym (2009), złożony montaż ujęć z różnego rodzaju kamer jak w Drogówce (2013). Polski reżyser łączy swoje wcześniejsze charakterystyczne punkty zapalne, w bardzo zgrabny sposób cytując samego siebie, pojawia się jednak pytanie, dokąd zmierza jego twórczość. W końcu Mocny Anioł w ciągu pełnego czasu ekranowego pokazuje to, co we wcześniejszych filmach Smarzowski dzielił z innymi wątkami, i stanowi swojego rodzaju przeładowanie jednym jedynym elementem – alkoholem. Bo należy zaznaczyć, że nie jest to film o Jureczku ani o Pilchu, nie o pacjentach z delirycznego, tak malowniczo opisanych, ale o alkoholu właśnie, alkoholu i jego potężnej sile oddziaływania, która w prostej linii prowadzi do opowieści o nałogu. Jeśli zatem Smarzowski zamierza nam coś jeszcze pokazać, to wolałabym, aby już nie należało to do żadnych alkoholowych kategorii, co mam wrażenie w nieunikniony sposób zakończyłoby się klapą spowodowaną zmęczeniem materiału.

Skoro o zmęczeniu materiału mowa, to film Pod Mocnym Aniołem, o którym ponoć sam Pilch mówi, że jest zadowolony z ekranizacji, niestety nie uciekł przed adaptacyjnymi wpadkami, do których przede wszystkim należy zaliczyć dialogi, które przed kamerą, w przeciwieństwie do druku, wypadają drętwo i nieprzekonująco. Gdy narzeczona Jurka mówi: „Kocham cię, chociaż tego nie planowałam”, nie wierzymy jej, a kiedy główny bohater zwraca się do kamery, już sami nie wiemy, czy uwielbiać ten rodzaj filmowego języka, czy szczerze przyznać przed samym sobą, że go nie rozumiemy. Zresztą nie tylko tych momentów przeciętny zjadacz chleba nie pojmie, a pytanie, jakie się w związku z tym nasuwa, brzmi: czy efekt ten wynika ze złożoności języka twórcy, czy z jego utrudniania przekazu niejako na siłę, co w nieunikniony sposób łączy się z pretensjonalnością?

Mimo mieszanych uczuć wywołanych Mocnym Aniołem trudno mu jednak odmówić artyzmu i specyficznego „brudnego” klimatu. Smarzowski, uważany za najzdolniejszego współczesnego polskiego reżysera, nadal broni się swoim stylem, oryginalnym pomysłem przedstawienia pijackiej maligny i doborem aktorskiej śmietanki, którą umie w mistrzowski sposób poprowadzić. Potknięcia są może poważniejsze niż zwykle, ale nadal jest to ostre, przykuwające uwagę kino, które będzie wzbudzać kontrowersje i dzielić widzów. Jeśli chodzi o mnie, to nadal stoję po stronie opowiadającej się za wielkością Smarzowskiego… Jeszcze stoję.

7/10

Paulina Stoparek


Pod Mocnym Aniołem, 2014, prod. Polska, scen. i reż. Wojtek Smarzowski, wyst.: Robert Więckiewicz, Julia Kijowska, Kinga Preis, Marian Dziędziel i in.

Za seans dziękuję images

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym NoirCafe.pl pod adresem: http://www.noircafe.pl/pod-mocnym-aniolem-2/.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s