Maxime Chattam – Plugawy spisek

Żywym mięsem w czytelnika

Maxime Chattam to bestsellerowy francuski pisarz, który – dzięki obecnym w jego książkach licznym fabularnym zwrotom, stopniowo narastającemu napięciu i złowrogiemu klimatowi miejsc akcji – nazywany jest „złotym dzieckiem suspensu”. Gdy jako nastolatek odkrył Władcę Pierścieni Tolkiena i prozę Stephena Kinga, obiecał sobie, że pewnego dnia zostanie pisarzem. Od początku widział się w gatunku thrillera i/lub kryminału i zapewne z myślą o przyszłej pracy pisarskiej przez rok studiował kryminologię, poznając tajniki psychiatrii kryminalnej, kulisy zadań policji oraz medycyny sądowej. W czasie pracy nad pierwszą książką zatytułowaną Otchłań zła, uczestniczył w sekcjach zwłok i spotkaniach specjalistów różnych dziedzin. Obecnie, mając na swoim koncie szesnaście powieści i osiągnąwszy międzynarodowy sukces, stara się każdego roku pisać jedną książkę, mając niezmienne oparcie w ukochanej żonie, Faustine.

To właśnie jej Chattam dedykuje swój najnowszy thriller Plugawy spisek, dziękując jej za codzienne wskazywanie właściwej drogi do bezpiecznego portu, który chroni go przed wewnętrznym zagubieniem. Dedykacja to, trzeba przyznać, intrygująca i, jak pokaże lektura powieści, bardzo na miejscu, bowiem najnowsza książka francuskiego pisarza opowiada o Złu, które trudno ogarnąć umysłem, a tytułowy plugawy spisek okaże się planem pewnej organizacji, która, mimo że fikcyjna, mogłaby z łatwością zaistnieć w rzeczywistości. To zapewne ze względu na ten realizm opisywanego problemu Chattam każdego wieczoru, po skończeniu pisania kolejnych stron, potrzebował wspomnianego bezpiecznego portu w postaci kochającej żony i przytulnego domu. Nie chciał być wtedy sam. Nie po mroku, który go wsysał w trakcie pracy nas Spiskiem. Nie po okropieństwach, które odmalowywał przed potencjalnymi czytelnikami. Nie po tym, jak wczuwał się w zbrodnie wyzierające ze szkicu powieści.

Tak, Chattam czuje zbrodnię, to fakt niezaprzeczalny. Na ile jest to zasługą studiów kryminalistycznych i uczestniczenia w sekcjach zwłok – nie wiem, ale to, jak oddaje się on opisywaniu śledztw, miejsc morderstw i zwłok – nie pozostawia obojętnym. Ponadto francuski pisarz „lubi” zbrodnię widowiskową, oryginalną w swoim przekazie, rytualną, a także wyjątkowo brutalną. Przekonałam się o tym czytając Teorię Gai, a lektura Spisku tylko mnie w tym utwierdziła. Zarówno trójka policjantów prowadzących śledztwo w jego najnowszej powieści, jak i jej czytelnicy winni mieć odporne żołądki. Będzie krwawo, będzie ohydnie, będzie okrutny gwałt, symboliczny ukłon w stronę Milczenia owiec (sam autor wspomina, że podczas pracy nad powieścią słuchał soundtracku z tego filmu) i wielokrotna reanimacja ofiary przez oprawcę, aby zadać jej jeszcze więcej cierpienia. Można sobie postawić pytanie, czy rzeczywiście to wszystko jest fabule potrzebne, czy nie ma służyć głównie wywołaniu sensacji. Otóż – i tak i nie. Tak, ponieważ makabra zrobiła się swojego rodzaju znakiem firmowym Chattama, a przemoc istniała w życiu człowieka od zawsze, z czasem stając się ważną częścią składową rozmaitych przejawów wytworów kultury, czyli krótko mówiąc – to temat bardzo nośny i, jak mniemam, przynoszący pieniądze. Jednak niewiarygodne, szaleńcze zło i przemoc w Spisku mają też drugą twarz, mianowicie… są potrzebne. Potrzebne, ponieważ w swoich rozważaniach pisarz sięga do pierwotnej potrzeby zabijania i najsłynniejszych XX-wiecznych źródeł zagłady i szaleństwa, czyli do faszyzmu i II wojny światowej i eksperymentów genetycznych, a także do sedna behawioryzmu i wychowywania człowieka w socjopatycznym środowisku.

Wydawać by się mogło, że przy takim nagromadzeniu zbrodni i brutalności francuski pisarz znuży i wraz z kolejnymi czytanymi stronami przestanie zaskakiwać. Nic bardziej mylnego. Okazuje się bowiem, że jego wyobraźnia nie zna granic. Już zakończenie pierwszej części jest bardzo nietypowe jak na thriller policyjny, którym Plugawy spisek po trosze także jest. Jednak najbardziej niezwykłym zwrotem akcji jest ten zawarty w finale. Na ostatnich kilkudziesięciu stronach Spisku jego autor przeraża, można wręcz powiedzieć, że wyzwala pierwotny strach, taki trochę dziecięcy, kiedy to boimy się, że coś wyłoni się z mroku i chwyci nas za stopę, która wystaje spod kołdry. Bez wątpienia ma to swoje źródło w niezwykle sugestywnych, konkretnych, ostrych jak trzaśnięcie bicza monologach wewnętrznych bohaterów, których oczami widziane są wydarzenia. Weźmy na przykład złudne wrażenie Ludivine, głównej bohaterki, że ktoś wrogi stoi w ciemnym progu… Albo że jej towarzysz śpiący w pokoju obok nagle przestał oddychać. Chattam pisze o tych wielokrotnie przerabianych przez pisarzy i filmowców rzeczach tak, że włoski stają na karku, że oglądamy się na boki, wreszcie – że się po prostu boimy. Mało tego, pisarz ten ma dar opisywania scenerii wyciągniętych z rzeczywistości tak tajemniczo, mrocznie i złowrogo, że konia z rzędem temu, kto zrobi to lepiej. Na dodatek na przestrzeni całej książki robi to wielokrotnie, ponieważ Plugawy spisek jest thrillerem międzynarodowym, którego bohaterowie oprócz poruszania się po zaułkach rodzimej Francji odwiedzają wietrzną Szkocję, śnieżną północ Kanady, a nawet… Kraków i kopalnię soli w Wieliczce. Opis polskich miejsc to zresztą – jak pisze autor w podziękowaniach – jego osobisty ukłon w stronę naszego kraju, w którym jakiś czas temu gościł, i w stronę jego polskiej wydawczyni, Soni Dragi, z którą niezmiennie pozostaje w bardzo przyjaznych stosunkach.

Wracając do klimatyczności prozy Chattama, wspomnianą kopalnię porównuje on do… kopalni Tolkienowskich Hobbitów! Łączy w ten sposób wiedzę obserwacyjną z ulubionymi bohaterami dzieciństwa i własnym malunkiem słownym. Wrażenie jest niezwykłe. Na dodatek czuć w tym, a także w innych opisach – ot, chociażby w zapomnianej przez Boga i ludzi wiosce na odludziu w Kanadzie, która zaśnieżona jest tak bardzo, że pomiędzy poszczególnymi budynkami poprowadzone są tunele – ogromne serce i pojęcie konstrukcji budowli, sklepienia, głębokości jeziora, a nawet błysku kryształów soli, z których zrobiony jest ogromny kandelabr w kopalnianej kaplicy.

Podsumowując, Chattam kocha przedstawiane przez siebie światy i umysły, kocha o nich pisać. To czuć. Czy to opowiadając o strasznych zbrodniach, tajemniczych, zjawiskowych miejscach, wewnętrznych rozterkach, czy opisując kobiecą urodę albo policyjną pracę – zarówno tą żmudną, przy biurku, jak i w terenie – czy też przedstawiając psychologiczną sylwetkę współczesnego singla koło trzydziestki – oddaje się temu na sto procent. Na dodatek przez lata pracy zdobył już na tyle duże doświadczenie, by narrację przeprowadzać nie tylko od strony mężczyzny czy kobiety, lecz także maksymalnie przybliżając się do głosu socjopatii i zbrodni, których niemal namacalna obecność dosłownie pochłoną czytelnika na czas lektury, jednocześnie stając się przyczynkiem do zadumy nad coraz większą agresją targającą społeczeństwo.

8/10

Paulina Stoparek


Maxime Chattam, Plugawy spisek, tłum. Marta Olszewska, Sonia Draga, Katowice 2014.

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym NoirCafe.pl pod adresem: http://www.noircafe.pl/maxime-chattam-plugawy-spisek/.

Reklamy

One thought on “Maxime Chattam – Plugawy spisek

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s