Paweł Huelle – Śpiewaj ogrody

Tajemnicze ogrody Gdańska

Rainer Maria Rilke w jednym ze swoich wierszy zachęca do odkrywania obcych, tajemniczych ogrodów. To właśnie z jego twórczości lirycznej Paweł Huelle podkrada tytuł swojej najnowszej powieści Śpiewaj ogrody. Nie bez przyczyny, bowiem miejsca, które odkrywamy na kartach tej książki – domy, mieszkania, plaże, ulice – mimo że nie są żadnymi fantastycznymi krainami, urastają do rangi owych sekretnych ogrodów, w których zakurzona smuga światła rozświetla to, co do tej pory widzieliśmy zupełnie inaczej.

Zaczęłam dość marzycielsko z tego względu, że zarówno poetyckie nawiązania, jak i bardzo liryczne i finezyjne pisarstwo Huellego bardzo mi się udzieliły. I szczerze powiedziawszy czuję, że ciężko mi będzie pisać o tytule Śpiewaj ogrody konkretnie i zwarcie. To, co zaraz na jego temat napiszę, widzę raczej w przebłyskach, w ciągu myślowym niejednolitym, w ledwie zarysowujących się mniemaniach… 

Pisząc o prozie Huellego już samo jej streszczenie sprawia mi problem. Bo jeśli wspomnę, że jest to historia wielu dramatów, skomponowana przez wszystkowiedzącego narratora, to wyrażę się niejasno. A gdy napiszę, że akcja powieści ma miejsce w latach 60. ubiegłego wieku w Gdańsku, kiedy to starsza kobieta opowiada chłopcu, a później młodzieńcowi swoją historię, to będzie to za mało. Jeśli dodam do tego postać jej męża, który w pewnym momencie swojego życia poświęcił wszystko tajemniczej niedokończonej operze Wagnera, to będę musiała nadmienić, że Greta, czyli owa starsza kobieta, także z tego powodu mniej lub bardziej ucierpiała – i wtedy zrobi się niebezpiecznie niejasno. Jeśli jeszcze wymieszam to ze zmieniającym się wiekiem jej młodego słuchacza, któremu najpierw oszczędza niektórych szczegółów z życia wziętych, a później już nie i dam do zrozumienia, że akcja książki przemieszcza się w czasie – zrobi się już tłok. Zresztą, przemieszcza się nie tylko do lat, kiedy Greta była młodsza, lecz także za sprawą znalezionego w jej domu pamiętnika pewnego francuskiego libertyna cofa się do wieku XVIII. Ponadto wszystkie te treści Huelle przyprawia wydarzeniami związanymi z czasami przedwojennymi, wojennymi, powojennymi, z sowiecką „opieką” i gwałtami, z problematycznym geograficznym położeniem i znaczeniem Wolnego Miasta Gdańska, z wielością kulturową i etniczną, z dziecinnymi wspomnieniami, z inicjacją w dorosłość czy z nieprzyzwoicie wręcz ogromną ilością muzyki i, jak mi się przynajmniej wydaje, z nawiązującym do muzycznych taktów prowadzeniem narracji.

Nie, nie umiem Śpiewaj ogrody rozsądnie streścić, tym bardziej, że opowieści w nich zawartych jest bardzo dużo, często urywanych i na nowo podejmowanych po kilku, kilkunastu, a nawet kilkudziesięciu stronach, z jednoczesnym rozważaniem na temat ich tworzenia i rozbudowywania przez narratora, który usiłuje je dla nas scalić w zrozumiałą całość. Zapewne czytelnikom trudno będzie z początku w tym wszystkim się odnaleźć, a większość może nawet uzna, że Huelle z całą świadomością napisał książkę „nie na raz”, a przynajmniej nie dla kogoś, kto nie ma wykształcenia muzycznego. Dużo bowiem miejsca poświęca on wspomnianej już operze Wagnera, a także innym dziełom tworzonym lub opracowywanym przez Ernesta Teodora, męża Grety. Ponadto Huelle rozwodzi się nad pięknem, ale również niebezpieczeństwem muzyki, czyniąc z niej samoistnego bohatera, którego wpływ na ludzkość jest olbrzymi w sposób dwojaki: ten czyniący słuchacza lepszym i pełniejszym wewnętrznie, na czas jej trwania bardziej wzniosłym i wyjątkowym; ale też ten zespalający, umasawiający, wzrastający w siłę wielokrotności jej wielbicieli i z, niestety, bardzo możliwym efektem deptania innych, czego innego słuchających. Zresztą o deptaniu innych, słabszych, mniej licznych czy po prostu odmiennie myślących Śpiewaj ogrody także opowiadają. A opowiadają rzeczy ważne, czasem straszne, jednak dzięki finezji języka Huellego dajemy się ku nim popchnąć, nie obawiamy się ich zobaczyć, nie przeraża nas tak bardzo okrucieństwo historii i ludzi, szaleństwo, nienawiść czy samotność. Poznajemy zatem tamten świat, wartości nim kierujące, jego wszystkie, nawet te najmniej widoczne do tej pory barwy i mimo nędzy kwaterunkowego mieszkania, mimo rodzącego się hitleryzmu czy obecności proniemieckich donosicieli – dajemy się mu porwać. A pozwalamy na to, bo mimo grozy unoszącej się wokół wydarzeń opisanych przez Huellego wszystko to ma jednocześnie urok klimatycznej staroświeckiej fotografii na której brzydotę hitlerowskiego, a następnie sowieckiego munduru niweluje nieco zakurzony stary fortepian, pełen kwiatów ogród, czy zniszczone ręce wiekowego Kaszuba, którego opowieści podsłuchiwał narrator książki jako dziecko.

Motyw kaszubski zresztą – na czele z przetłumaczeniem w przypisach na język polski mowy Kaszubów oraz opisem ich gospodarstw i stylu życia – będzie się przez karty powieści przewijał, podobnie jak motyw niemiecki, następnie rosyjski, a w międzyczasie jeszcze francuski, żydowski i oczywiście polski. Narodowościowa wielość, tak charakterystyczna dla prozy Huellego, odmalowana zostanie na podobieństwo miękkich pociągnięć pędzla, który na przemian będzie krążył od kolorowania jednej nacji do następnej. Z czasem ów pędzel przestanie dopracowywać szczegóły wszystkich powyżej wspomnianych narodowości, zostając wyłącznie przy niemieckiej (wiekowa Greta) i polskiej (młodzieńczy już, a nie dziecięcy narrator), podobnie jak od pewnego momentu wszystkie historie prowadzone równolegle zostaną rozplątane, śledzenie ich misternego skonstruowania zostanie nagrodzone finalnym uspokojeniem tej rozedrganej i przepełnionej wrażliwością jej autora powieści. Zakodowany język ostatecznie ustąpi, znikną długie zdania, wypowiadane niemal na jednym wydechu pod wpływem narastających emocji, a zaduma pisarza nad zmiennością losu ludzkiego znajdzie ujście.

I tak to jest z powieścią Śpiewaj ogrody. Z początku można ponarzekać na wielość opowieści ledwie nakreślonych, a skupiających się za to na zjawiskowych detalach, jednak z czasem ułożymy sobie te puzzle, może i bardzo rozrzucone, może i z bardzo trudnymi do odnalezienia fragmentami różnych odcieni nieba, ale jakże wytężające naszą uwagę na niuanse. Tak, przy Huellem trzeba się zatrzymać, nieco wysilić, poskładać sobie zawarte w Śpiewaj ogrody opowieści, nowele i szkicowe uwagi przemieszane z bogactwem muzyki i często specjalistycznym w tej dziedzinie słownictwem. Wtedy i zrozumiemy Wagnera, i zauważymy piękno nawet zniszczonego przez wojnę nadmorskiego kurortu, i z zaciekawieniem spojrzymy na dwa szkice załączone przez wydawcę, a wreszcie – wzruszymy się historią Grety, a w jej podopiecznym, a naszym narratorze odnajdziemy nikogo innego jak samego autora.

7/10

 Paulina Stoparek


Paweł Huelle, Śpiewaj ogrody, Znak, Kraków 2014.

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym NoirCafe.pl pod adresem: http://www.noircafe.pl/pawel-huelle-spiewaj-ogrody/.

Reklamy

One thought on “Paweł Huelle – Śpiewaj ogrody

  1. Wiele dobrego już przeczytałam na temat tej książki jak i samego autora. Twoja recenzja podsyciła iskierkę, która tliła się już we mnie od dłuższego czasu. Muszę przeczytać 😉

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s