Craig Russell – Pieśń Walkirii

Nie zadzieraj z kobietą, czyli thriller w objęciach feminizmu

Kolejna powieść Craiga Russella, Pieśń Walkirii za mną, i ponownie z przyjemnością oznajmiam, że jest dobrze, a nawet bardzo dobrze. Ten szkocki pisarz każdą swoją książką przekonuje mnie, że ma wiele do przekazania, że głowa mu pulsuje błyskotliwymi i cennymi spostrzeżeniami i przede wszystkim – że jest świetnym nauczycielem, cały czas pozostając jednak w ciepłej niszy poczytnego mariażu gatunków jakim jest thriller połączony z kryminałem.

Jak każdy dobry nauczyciel, ma Russell swój własny tryb prowadzenia lekcji. Schemat – proszę odczytywać to słowo z wydźwiękiem pozytywnym – w jego przypadku objawia się wyrazistym wątkiem wiodącym, wplecionym w sprawę policyjnego dochodzenia i przemycaniem, ustami bohaterów tudzież akapitami wprowadzającymi w sytuację fabularną, solidnego researchu jaki autor przeprowadził przed przystąpieniem do pisania.

W Pieśni Walkirii Russell na tapetę bierze szeroko pojętą kobiecość i feminizm. Kobiety-policjantki, kobiecy sex appeal, kobiety – służebnice Odyna, czyli walkirie, rozmaite kobiece typy urody, kobieta – dziennikarka, kobieta – polityk, kobieca oziębłość, młoda kobieta – dorastająca córka głównego bohatera, kobieta – prostytutka i zakazana dla kobiet innej profesji niż najstarszy zawód świata ulica w Hamburgu, czy wreszcie – kobiety – agentki i perfekcyjnie wyszkolone morderczynie… Przestrzał uczynił Russell ogromny, konsekwentnie podążając utartą ścieżką swojego pisarskiego „wykładu”, ukazując rozmaite żeńskie postaci, ich wpływ na fabułę i na męskich bohaterów. Okaże się, że główna postać powieści i całego „cyklu hamburskiego”, nadkomisarz Jan Fabel, ma poważne kłopoty z zaakceptowaniem pań w swoim policyjnym zespole i właściwego doceniania ich pracy, a jego śledcze wysiłki w ściganiu nieuchwytnej morderczyni zwanej Aniołem z St. Pauli, zostaną zestawione z wysiłkami wysoko postawionej policjantki z Danii, bynajmniej niegrzeszącej przysłowiowym kobiecym ciepłem. Do tego dochodzą problemy z córką, z byłą żoną i z podwładną z pracy, Anną Wolff, starającą się zastąpić Marię Klee, której kariera policyjna dramatycznie zakończyła się w czwartym tomie cyklu, Mistrzu karnawału.

Anna, Anna… Tak inna od swojej poprzedniczki, a jednocześnie tak podobna. Niegrzeczna, drażniąco wręcz samodzielna, niesubordynowana, pełna pogardy dla tradycyjnych policyjnych przepisów. To świetna postać i chodzący symbol feminizmu, chociaż niestety autor nie przybliży czytelnikowi, co sprawiło, że jest taka, a nie inna. Fabel jej nie akceptuje, ale nie może się oprzeć przekonaniu, że jest świetną policjantką. Nie akceptuje też swojej koleżanki po fachu, Dunki Karin Vestergaard, przybyłej do Hamburga w związku z powiązaniem śmierci swojego podwładnego z morderstwami Anioła. Jednak konflikt na linii Fabel – Vestergaard służy czemuś więcej niż ukazaniu kliszowej dla kryminału pary policjantów różnych płci, o różnych temperamentach i odmiennych pomysłach na przeprowadzanie dochodzenia. Duet ten bowiem, a także prowadzone przezeń dialogi, są pretekstem do ukazania skomplikowanych losów RFN, NRD i Danii oraz przedstawienia Europy jako kontynentu podzielonego wedle poczucia tożsamości narodowej, a nie granic. A to wszystko Russell przemyca pod płaszczem kryminału, a właściwie thrillera, ponieważ w Pieśni Walkirii trup ściele się gęsto, wnętrzności wypływają na wierzch, a patolodzy pracują praktycznie dwadzieścia cztery godziny na dobę. Dużo szkocki pisarz ofiaruje czytelnikowi ofiar (świadoma gra słów), a w bardziej zaawansowanej lekturze książki można mieć wręcz wrażenie przeładowania, a przez to fabularnej nierealności. Wierzyć się nie chce, że tak wysoka średnia mordów może mieć miejsce w nasączonym kulturą, bogatym i pyszniącym się zniewalającą architekturą Hamburgu. Hamburgu, który Russell bezsprzecznie kocha, o czym przekonujemy się w tych licznych linijkach tekstu, kiedy tak wyczerpująco i z pasją pisze o jego zwyczajach, portowej naturze, rozpołowieniu przez Łabę, o pięknym nowym budynku opery, a nawet o słynnej ulicy rozpusty Herbertstrasse. Jest coś w tej literackiej mapie ukochanego przez szkockiego pisarza miasta, co ja kupuję, mimo że nigdy w nim nie byłam. Russell sprawia, że nasze mniemanie o sztywnych zasadniczych Niemczech, a może nawet i powojenne urazy, mijają i mamy ochotę poznać ten kraj od nietuzinkowo subtelnej i wizualnie przepięknej strony.

James Bond (George Lazenby) i Anioły Śmierci z filmu „W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości”, o których wspominam w tekście

Czy w tym urokliwym, lecz także zepsutym Hamburgu, znalazło się miejsce dla nawiązań do filmów z Jamesem Bondem, których tak ochoczo się uczepiłam odkąd po raz pierwszy sięgnęłam po twórczość Russella? Otóż w tym konkretnym mieście nie, ale w tych zaprzeszłych Niemczech, w połowie będących pod „opiekuńczymi” skrzydłami Związku Radzieckiego, do których szkocki pisarz cofa się w prologu – owszem, bowiem wyszkolone morderczynie na usługach tajnej policji Stasi, od wczesnych lat utrzymywane w ścisłym posłuszeństwie względem władzy, będą narzucały pewne podobieństwo do radzieckich agentek i rywalek Bonda o cenny mikrofilm tudzież inne cudo będące celem zakusów Złego w danej odsłonie przygód brytyjskiego superszpiega. Owe zawodowe zabójczynie, Walkirie, i powiązanie ich z morderczynią zwaną Aniołem nasuwa także podobieństwo do pacjentek austriackiego sanatorium, zwanych Aniołami Śmierci, szkolonych w niecnych celach za pomocą hipnozy przez Blofelda (Telly Savalas) w filmie W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości (On Her Majesty’s Secret Service, 1969, reż. Peter R. Hunt). Oczywiście trochę bawię się teraz w domysły, zaspokajając jednocześnie własnego „bondologicznego” konika, ale nie mogę się oprzeć wrażeniu, że budowanie ludzkiego charakteru od podstaw do prywatnych perfidnych dążeń, jakie w przerażający sposób kreśli Russell, ma charakter wspomnianej już filmowej hipnozy.

Pomijając jednakże własne hobbystyczne analizy, jakbym się nie gimnastykowała w poszukiwaniu nawiązań i interpretacji w Pieśni Walkirii, w swoich wywodach znów wróciłam do kobiet – zdominowanych przez mężczyzn, szkolonych przez mężczyzn, nauczonych jak najlepiej mężczyzn uwodzić i… zabijać. Bo takie właśnie są bohaterki w powieści Russella. Głaskane, ale i kopane przez swoich panów niczym psy. A jak wiadomo kopany pies w końcu ugryzie… Szkocki pisarz przemyca zatem symbolikę feminizmu – męskie ofiary będą przez mordującą niewiastę nawet kastrowane – i kobiet wychodzących spod ucisku patriarchalnego świata, na poziomie podstawowym konsekwentnie pozostając autorem thrillerów. I mimo, że momentami dialogi w Pieśni Walkirii może są nieco sztywne, tak multum mylących tropów, a także zaskakujące i przejmujące zakończenie jakie serwuje Russell potwierdzają, że autor ten pozostaje w świetnej formie.

Paulina Stoparek

7/10


Craig Russell, Pieśń Walkirii, przeł. Janusz Ochab, W.A.B., Warszawa 2013.

Zdjęcie z filmu W tajnej służbie Jej Królewskiej Mości pochodzi z materiałów prasowych.

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym Noir Café pod dresem: http://www.noircafe.pl/craig-russell-piesn-walkirii/.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s