Powstanie Warszawskie

Historyczny eksperyment

Powstanie warszawskie czyli sierpień, wrzesień i początek października 1944 roku mają w historii Polski szczególne znaczenie. Znaczenie, które po dziś dzień wywołuje gorące polemiki. Ze względu na olbrzymie straty ludzkie i materialne kwestia słuszności jego wybuchu pozostaje sporna. Jednak nie tym problemem postanowił zająć się Jan Komasa, pomysłodawca filmu Powstanie Warszawskie. Filmowiec zdecydował się bowiem doprowadzić do realizacji wyjątkowy koncept stworzenia z dokumentu fabularyzowanej opowieści o stolicy z perspektywy fikcyjnych postaci, które nie oceniają i nie biorą udziału w walkach, a jedynie obserwują.

„Warszawskie” pisane dużą literą, z szacunkiem. Co nie zmieni faktu, że użytkownicy serwisów filmowych i bywalcy kin skrzywią się z niesmakiem. Bo kolejna produkcja historyczna o męce narodu polskiego, bo zamiast iść z duchem czasu, to ciągle patrzymy w przeszłość, bo polska szkoła plakatu dała „niezły popis” opracowując poster, który jaki jest każdy widzi… Bo lepiej chodźmy na Transcendecję z Johnnym Deppem! Tymczasem prawda jest taka, że oto mamy produkcję jakiej wcześniej w historii polskiego filmu nie było, daleko ważniejszą niż choćby nie wiem jak zjawiskowe filmy science-fiction. Efekt mrówczej pracy ekspertów z Muzeum Powstania Warszawskiego, restauratorów i techników, którzy pokolorowali, zmontowali i udźwiękowili materiały kręcone przez Armię Krajową i prezentowane w czasie powstania w postaci kronik, w ostatecznej fazie okazał się rodzimym majstersztykiem na skalę światową, produkcją o olbrzymiej wartości historycznej, której części do niedawna były trudno dostępne, rozrzucone, porwane, zniszczone, biało-czarne, przez co mniej przemawiające do umysłu odbiorcy. Teraz, niemal siedemdziesiąt lat od czasu ich nakręcenia, doczekały się odnowionej, bardziej docierającej do współczesnego widza formy. Pomysł połączenia luźnych ujęć za pomocą komentarzy z offu spiął je w jedną historię dwóch braci, Karola (głos Michała Żurawskiego) i Witka (głos Macieja Nawrockiego), którzy okiem kamery obserwują okupowaną, ale budzącą się do buntu i w końcu zrywającą się do walki Warszawę. Braci, którzy w innej dzielnicy zostawili matkę, narzeczoną i inne znane twarze, którzy piszą pełne utęsknienia listy, skarżą się na tęsknotę, na to, że już nie dają rady… I którzy zarazem są jak bohaterowie filmu przygodowego: działają z pasją, są pełni buntu, ideałów, młodzieńczych poglądów, które w wyniku życiowych doświadczeń ulegną przewartościowaniu… Niech będzie, że tak nie było naprawdę, że to już fantazja Komasy, że przecież to dograne, a nie czytane z ruchu warg z oryginalnych nagrań. Tak nie było, ale mogło być. Wszak to przypuszczalnie tacy młodzi ludzie, których matki darmo wypatrywały z okien kręcili powstańcze materiały. Tacy niewidzialni młodzi ludzie, którzy, jak mówi braciom prezes (głos Mirosława Zbrojewicza) podając kolejną filmową taśmę, mają być tylko narzędziem dokumentującym, a nie częścią dokumentu; którzy zamiast karabinu mają trzymać kamerę, jak wytłumaczy Witkowi Karol.

Ten ich „karabin”, te dokumentalne zdjęcia ułożone w film niemal fabularny – a nie jak to w wypadku produkcji historycznych zwykle bywa fabuła mająca udawać dokument – dają coś, czego w polskim kinie wyczekiwali nie tylko krytycy, lecz także wiecznie narzekający na rodzime obrazy historyczne kinomani – absolutny brak patosu. Nie ujrzymy w Powstaniu Warszawskim przesadnej wzniosłości czy obserwowania okiem kamery patriotycznego pomnika wniesionego ku uciesze (poczuciu zażenowania?) społeczeństwa. Znaczna część scen będzie ukazana już post factum, czyli po ostrzale, po rzuceniu pocisku, po ataku, co jest zgodne z ówczesną zasadą kręcenia kronik. Zobaczymy niemal pełne pozorowanie, nieukrywaną przez twórców filmu inscenizację. Podczas seansu niejednokrotnie usłyszymy „pochyl się, udawaj jakby wokół strzelano, pamiętaj, żeby nie patrzeć w kamerę”, dzięki czemu patos zniknie zanim zdąży nam przebrzmieć w umyśle jego obawa. Ale bohaterstwo pozostanie. Bo kamera fikcyjnych – niefikcyjnych braci rejestruje trudną codzienność, której warszawiacy stawiają czoło. Żywność się kończy, to nie czas kulinarne specjały. Pani Ziuta przygotowuje więc nieapetycznie wyglądającą, ale w miarę gęstą zupę dla wszystkich, którzy odczekają swoje w kolejce. Ze znalezionych pocisków męskie dłonie wysypują proch, a kobiece delikatne ręce („Przed wojną pewnie haftowałyście, co?” – powie jeden z młodych filmowców) odważają równe jego porcje potrzebne do budowy granatów, które za zadanie będą miały zabijać okupantów. Pielęgniarki opatrują niekończących się rannych, ilość zrobionych przez nie wacików sięga tysięcy, milionów… Codzienne czynności powstańcze i te przynależne tak zwanemu normalnemu życiu stają się ultracennymi rytuałami, które pozwalają nie zwariować, ba, które pozwalają się uśmiechać, żartować, cieszyć się życiem. Póki się da. A kiedy to „póki” już przejdzie, kiedy zacznie się ostrzeliwanie tak częste, że na inscenizacje czasu nie starczy, i kiedy szybkie szarżowanie z kamerą po polu bitwy jakim jest koszmarnie zniszczona Warszawa nie pozwoli na budowanie wzniosłego nastroju – zobaczymy poranioną twarz młodej dziewczyny, ogołocone ze ścian mieszkania w blokach, w których ciągle stoją meble, wreszcie – ujrzymy najprawdziwszy stos trupów leżących na ulicy… Odnajdziemy prawdę w odnowionej, wyrazistej wersji. Cenzury nie będzie.

Tak więc młodzi filmowcy cieszą się życiem póki mogą. Karolowi w końcu uda się zarazić Witka pasją dokumentowania i ten przestanie narzekać, że woli walczyć jak reszta mężczyzn.  Bracia zgodnie stwierdzą, że nie ma nic wspanialszego niż stanie za kamerą. Piękny to ukłon w stronę zawodu filmowca, bez którego ważny eksperyment jakim jest Powstanie Warszawskie by nie powstał. Eksperyment, który w większej części się udał. I to nie tak, że chwalę film dla zasady, że niby wielkie i ważne rzeczy zobaczyłam. Mnie też momentami trywialne komentarze braci mówiących głosami współczesnych aktorów przeszkadzały, a wyrażane przez nich emocje nie zawsze do mnie przemawiały. Co nie zmienia faktu, że dostałam kapitalną i oryginalnie wygłoszoną lekcję historii mogącą zaistnieć w takiej, a nie innej formie dzięki umysłom i rękom wybitnych specjalistów i pasjonatów. Lekcję, którą nie tyle Polak, patriota, ówczesny warszawiak czy uczeń zmuszany przez szkołę powinien poznać, ile przede wszystkim każdy szanujący się kinoman.

8/10

Paulina Stoparek


Powstanie Warszawskie, 2014, prod. Polska, na podst. pomysłu Jana Komasy, scen.: Joanna Pawluśkiewicz, Jan Ołdakowski, Piotr Śliwowski, głosów użyczyli: Michał Żurawski, Maciej Nawrocki, Mirosław Zbrojewicz i in.

Za seans dziękuję https://moonbloger1.files.wordpress.com/2014/07/images.jpg?w=620

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym NoirCafe.pl pod adresem: http://www.noircafe.pl/powstanie-warszawskie/.

Advertisements

One thought on “Powstanie Warszawskie

  1. Pingback: Miasto 44 | Moonbloger

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s