Craig Russell – Strach przed ciemna wodą

(Realny) świat to za mało

Dziwi mnie mała popularność Strachu przed ciemną wodą Craiga Russella. W sieci brak recenzji na jego temat, a na najpopularniejszym portalu, zrzeszającym aktywnych czytelników oceniło go zaledwie sześć osób. Rzecz to zaskakująca, zważywszy na fakt, że powieść ta porusza temat najnowszych technologii i w interesujący, ale zarazem przystępny sposób rozwiewa prawdy i mity na temat prywatności użytkowników Internetu.

Stach przed ciemna wodą to szósty tytuł z cyklu „hamburskiego” (jest jeszcze „szkocki”) Russella, który zarazem jest samodzielną powieścią. Na okładce możemy przeczytać, że jest on kryminałem, jednak osobiście nazwałabym go po części kryminałem, po części thrillerem z uwypuklonym wątkiem negatywnego bohatera, którego nie powstydziłyby się klasyczne filmy z Jamesem Bondem. Rozwijając to rozpoznanie, obok pierwszoplanowej postaci komisarza prowadzącego śledztwo Zabójcy z Sieci, które niespodziewanie zmierza w rejony tajemniczej sekty ekoentuzjastów, z łatwością odnajdziemy w książce elementy cyberdreszczowca, z włamywaniem się do plików, o których strach wiedzieć i z technologicznymi inteligencjami, które nie tylko zachwycają, lecz także przerażają. Sensacją rodem z filmów o agencie 007 pachnie natomiast wspomniana organizacja i jej przywódca, swoim światopoglądem pełnym chorych ideałów tak bardzo przypominający wrogów Bonda, jak chociażby Draxa (Michael Lonsdale) z Moonrakera (1979, reż. Lewis Gilbert) czy Stromberga (Curd Jürgens) z filmu Szpieg, który mnie kochał (The Spy Who Loved Me, 1977, reż. Lewis Gilbert). Fascynaci filmów o najbardziej znanym na świecie agencie będą też ukontentowani wyglądem siedziby szefa i całej organizacji, która sprawia wrażenie, jakby wyrastała ze starej latarni morskiej, a jednocześnie, swoją nowoczesnością i przeczeniu potędze natury nad ręką człowieka, stanowi cud inżynierii budownictwa.

Nie byłoby podobnego wrażenia, gdyby nie szczegółowość opisu Russella. Szczegółowość, dodam, która absolutnie nie nuży. Czy to o budowlach, czy o Hamburgu, czy o uczuciach, które wypełniają umysł kogoś ściganego, szkocki pisarz pisze w  taki sposób, że nie pozostawia obojętnym. Jego styl jest mięsisty, pełen rozedrganych, ale jednocześnie skrupulatnie przemyślanych szczegółów, dzięki którym jesteśmy w stanie wyobrazić sobie coś, co jest nam obce. Uczuciu czytania o jakimś miejscu niemal towarzyszy zapach, mamy wrażenie potykania się o przedmioty rozrzucone w starym magazynie tudzież stania w pełnym blasku słońca w niemal całkowicie przeszklonym pomieszczeniu. Warty wytężonej uwagi jest już początek książki. Powieść otwierają dwa niezwykłe opisy, z których jeden dotyczy niebezpiecznych doświadczeń na dużych głębokościach wodnych, a drugi dramatycznej pogoni. Już od tych pierwszych stron poczujemy coś na kształt współprzeżywania, a napięcie stanie się niemal nieznośne. Za Dominika będziemy trzymać kciuki, aby udało mu się bezpiecznie wypłynąć, jednocześnie czując klaustrofobię w głębinowej kapsule, która wcale nie okazała się bezpieczna. Natomiast ucieczka Melihy przed prześladowcami wzbudzi autentyczny dreszcz, jaki w znacznej mierze musi odczuwać ścigany człowiek. Będzie szczegółowo, zajmująco i bardzo, bardzo plastycznie.

Wspomniana wnikliwość opisów służy także czemuś, co uważam za bezcenne i co w przypadku literatury rozrywkowej, do której powieść Russella należy, nie zdarza się często w takim natężeniu. O czym mowa? O nabywaniu wiedzy. Szkocki pisarz uczy w sposób przystępny i tak interesujący, że dajemy się temu wykładowi w przyjemnej powieściowej otoczce kryminału pochłonąć. Co wspaniałe, Russell wie bardzo dużo i na różne tematy. W Strachu odnajdziemy informacje z zakresu nowoczesnego sprzętu komputerowego i GPS, Internetu i social mediów, które swoim użytkownikom zapewniają lepszą, wirtualną osobowość i takiż świat; dużo miejsca poświęca także ekologii i zawirowaniom naszej planety, spowodowanym ingerencją człowieka, a także doświadczeniom na trudnych do wyobrażenia dla laika wodnych głębokościach. Bardzo ciekawy jest też miniwykład jednego z bohaterów na temat pewnego gatunku meduzy, który jest… nieśmiertelny. Na tym przykładzie sprawdziłam w Google prawdomówność pisarza, co zakończyło się zaczytaniem się w informacjach o wiecznym żywocie Turritopsis nutricula. O opisane nowinki internetowo-sprzętowe również się wywiedziałam – wszystko, o czym pisze Russell, jest bezlitośnie i zarazem fascynująco prawdziwe. Czytam dużo, ale dawno po lekturze powieści nie czułam takiego napęcznienia głowy wiedzą. Autor Strachu jest doprawdy wszechstronnie wykształconym „nauczycielem”, który na dodatek przekazuje swoją wiedzę w taki sposób, że czytelnik chłonie ją każdym porem.

Szósty tom z cyku „hamburskiego” to solidny poznawczo i objętościowo (446 stron) kawałek prozy. Jednak zdecydowanie nie miałabym nic przeciwko temu, gdyby książka była jeszcze grubsza, bowiem wśród plastycznych opisów i wplecionych wykładów na rozmaite tematy autor nieco pominął psychologię bohaterów. Co ciekawe, ma to miejsce głównie w przypadku postaci pierwszoplanowych, jak Jan Fabel czy jego podwładna, Anna Wolff. Szkoda, że nie są oni opisani z porównywalnym natężeniem, co chorobliwie otyły haker Roman, o którym czytałam z zainteresowaniem i obrzydzeniem jednocześnie. Russel umie tak wspaniale i sugestywnie odmalować fizyczność, psychikę i sposób myślenia, że aż dziwne, iż poskąpił tego bohaterowi, który nosi na barkach całą serię i bohaterce, która przejęła funkcję Marii Klee, dotychczasowej najważniejszej podwładnej Fabla. Myślę, że niezależnie od tego, ile tomów poświęca autor swoim bohaterom, powinien do ich wewnętrznego świata powracać, skoro najwyraźniej ma dar pisania o ludzkiej psychice i skoro to właśnie ich wybrał na prowodyrów cyklu.

Jeśli już o potknięciach Russella mowa, to trochę zawiodło też zakończenie, które na przestrzeni przepełnionej rozmaitymi zwrotami akcji powieści wydało mi się nienaturalnie wręcz spokojne, podobnie jak sposób przekazania pewnych dokumentów, który nie powiódłby się, gdyby… i tu pora przerwać, aby nie zepsuć niespodzianki. W każdym razie, bardzo to dziwne – być zdolnym namierzyć i podsłuchać wszystko i wszystkich, a nie usłyszeć szmeru rozmowy toczącej się piętro niżej.

Wspomniane wady – które niekoniecznie okażą się wadami dla innych czytelników – nie zmienią jednak faktu, że Strach przed ciemną wodą to solidna pisarska robota. Bardzo interesująca, wyjątkowo poznawcza i ze względu na opisywaną problematykę aktualna. Cyberprzestępczość, najnowsze technologie, niemożność bycia całkowicie anonimowym w Sieci – to zarówno ciekawe uprzestrzennienie fabuły, jak i tematy, o których wiedza w dzisiejszych czasach jest niezwykle istotna. Napiszę zatem jeszcze raz, że zadziwia mnie mała popularność tego tytułu. Mam nadzieję, że ten tekst przyczyni się w jakiś sposób do jej rozrostu, jak i zwiększenia świadomości, że Craig Russell to pisarz, który, nie przesadzając, ma ogromny zasób wiedzy i prawdziwy talent do jej przekazywania.

7/10

Paulina Stoparek


Craig Russell, Strach przed ciemną wodą, przeł. Agnieszka Lipska-Nakoniecznik, W.A.B., Warszawa 2014.

Za książkę dziękuję 

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym Noir Cafe pod adresem: http://www.noircafe.pl/craig-russell-strach-przed-ciemna-woda/.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s