Broadchurch. Sezon I

Zburzony spokój brytyjskiej prowincji

Tytułowe serialowe Broadchurch to niewielkie, ale bardzo urokliwe nadmorskie brytyjskie miasteczko. Piętnaście tysięcy mieszkańców, z których każdy zna każdego i wie, czego się po nim spodziewać. Jeden hotel, jedna lokalna gazeta, kiosk wielobranżowy, prowincjonalny posterunek policji i parę innych niekonkurujących ze sobą miejsc. Malownicze klify, szumiące morze, domki na plaży i jeszcze parę im podobnych, nastrojowych widoków. Aż trudno uwierzyć w to, że pewnego dnia w Broadchurch zostaje popełnione morderstwo…

Za mną pierwszy sezon serialu, który dostarczył mi wielu emocji, nie tylko tych dotyczących zagadki kryminalnej w nim zawartej. Chociaż łatka kryminału przypięta jest do Broadchurch (2013) niewątpliwie i trafnie zarazem, tym bardziej że, oglądając brytyjski serial, mamy wrażenie, że jest on żywcem wyjęty ze stronic powieści Agathy Christie. Co prawda jest to fabuła z współczesnymi policjantami zamiast Herkulesa Poirota i jego wiernego przyjaciela Artura Hastingsa, ale bez wątpienia mieści się ona w klasycznym schemacie. Tak jak u słynnej autorki kryminałów, mordercą może być każdy przedstawiony nam bliżej mieszkaniec, na dodatek w każdym przypadku będący ściśle związany z rodziną ofiary, którą jest… jedenastoletni chłopiec, Danny Latimer (Oskar McNamara). W naturalny zatem sposób rodzi się pytanie: czym to dziecko mogło narazić się jednemu z mieszkańców tak bardzo, że nie cofnął się on przed jego zabiciem? Bo że mordercą jest jeden z broadchurchian nie ma wątpliwości, a tak zwana osoba z zewnątrz jest wykluczona. Czyli kolejny punkt w stronę najsłynniejszej Agathy świata. Z wszystkimi branymi pod uwagę mieszkańcami policja będzie oczywiście po kolei rozmawiać, czasem więcej niż jeden raz. Przy okazji śledztwa wyjdą na jaw prywatne dramaty i sekrety poszczególnych przesłuchiwanych, które w następujących po sobie odcinkach będą po kolei przejmowały palmę pierwszeństwa. I tak odkryjemy sekrety z przeszłości kioskarza Jacka Marschalla (David Bradley), miejscowej sprzątaczki Susan Wright (Pauline Quirke), czy samego detektywa inspektora Aleca Hardy’ego (David Tennant), a znaczne części trzech z ośmiu odcinków, na dobrą sprawę będą samodzielnymi, niezależnymi od śledztwa opowieściami o poszczególnych bohaterach. Zagadka kryminalna będzie się na ten czas zatrzymywała albo schodziła na dalszy plan, by, w dalszym ciągu niewyjaśniona i nieokiełznana, czekać w (nie)pokoju na swoją kolej. Historie poboczne, tak często wiodące prymarną rolę, będą oczywiście tworzyć także jeden z klasycznych kryminalnych kanonów, czyli pełnić funkcję uśpienia, tudzież zmęczenia czujności widza. Trzeba przyznać, że reżyserom serialu, Jamesowi Strongowi i Eurosowi Lynowi oraz scenarzyście Chrisowi Chibnallowi, w znacznej mierze się to udało, ponieważ w okolicach piątego odcinka widz poczuje się tak otumaniony niezliczonymi podtykanymi mu pod nos tropami, że z pewnością poczuje się zmęczony i pozwoli historii iść naprzód bez nadmiernego o niej rozmyślania, stając się biernym, lecz nadal bardzo zaciekawionym widzem.

Nie od dziś wiadomo, że zainteresowanie kryminalną opowieścią wzrasta wprost proporcjonalnie do coraz lepszego poznawania potencjalnych winnych. Na początku mogą się oni nieco mylić, począwszy od nazwisk po pełnione w opowieści funkcje, jednak gdy to wszystko już się w głowie ułoży i odbiorca przestanie skupiać się na wiązaniu danego bohatera z określoną pozycją – wówczas zacznie w pełni rozkoszować się intrygą. Nie inaczej jest w Broadchurch, które z początku wręcz epatuje mnogością bohaterów (rewelacyjne długie ujęcie ukazujące wszystkich domniemanych morderców na początku pierwszego odcinka), by w miarę trwania serialu pozwalać się widzowi w miasteczku zadomawiać, a co za tym idzie – coraz lepiej poznawać jego mieszkańców. Twórcy pozwolą mu zajrzeć nie tylko na posterunek policji, lecz także do rodzinnego domu zabitego chłopca, miejscowego kościoła, a nawet do szafy jednej z bohaterek, ukrywającej weń przedmiot znaleziony na miejscu zbrodni… A wraz z odwiedzaniem miejsc ważnych dla postaci, będzie też wchodzić do ich głów i psychiki oraz odkrywać ich sposób myślenia, nie zawsze racjonalny, zrozumiały czy zgodny z powszechnie pojmowaną normatywnością. Niestety, co jest chyba jedyną znaczącą wadą tego serialu, najmniej poprawni psychologicznie okażą się rodzicie chłopca, Beth (Jodie Whittaker) i Mark (Andrew Buchan). Strata dziecka i męczące śledztwo rozciągające się na czas dwóch miesięcy nie wyzwalają w nich tak oczywistych, wydawałoby się, reakcji, jak długotrwała rozpacz czy niemożność patrzenia na przedmioty związane z Dannym. Latimerowie wydają się momentami za mało plastyczni, żywiołowi, ludzcy po prostu. Także relacje pomiędzy nimi sprawiają wrażenie zbyt skąpo nabrzmiałych emocjami, a przecież śmierć syna i poboczne sprawy ujawniane podczas śledztwa zasługują na emocje, i to niemałe.

Detektywi (Olivia Colman i David Dennant, pośrodku) mają ciężki orzech do zgryzienia. Potencjalnych winnych jest tak wielu...

Detektywi (Olivia Colman i David Dennant, pośrodku) mają ciężki orzech do zgryzienia. Potencjalnych winnych jest tak wielu… / Fot. materiały prasowe

Nie do końca słuszne naszkicowanie rodziców Danny’ego zostanie zrekompensowane, i to z nawiązką, przez dwójkę sprawiedliwych, czyli śledczych zajmujących się sprawą: przybyłego właśnie „z zewnątrz” detektywa inspektora Aleca Hardy’ego i miejscowej policjantki Ellie Miller (Olivia Colman). Niechętni sobie nawzajem, różni jak ogień i woda, z diametralnie odmiennymi przekonaniami odnośnie do prowadzenia śledztwa, Hardy i Miller tworzą świetny, nowoczesny duet, tak różny od tych obecnych w starach kryminałach, a jednocześnie tak cudownie klasyczny w swym rozłożeniu cech damsko-męskich, emocjonalno-twardogłowych, towarzysko-samotniczych i sympatyczno-gburowatych, że, mimo powagi sytuacji obecnej w Broadchurch, wzbudzają szczery uśmiech. Rewelacyjny, przeżywający złoty okres w swojej karierze Tennant świetnie odwzorował postać nieuprzejmego, momentami chamowatego policjanta z przeszłością. Jego bohater jest krwisty, przyciągający uwagę i wzbudzający skrajne uczucia, a po jego twarzy wprost przelewają się emocje. Podobnie rzecz ma się z Olivią Colman, która idealnie wyważyła aktorskie zadanie, jakim było wcielenie się w postać miejscowej policjantki wracającej po urlopie macierzyńskim na służbę. Łącząc w sobie śledczą nieustępliwość i niepasujące do zawodu detektywa ogromną wrażliwość i empatię, jest postacią tak wielowymiarową, że ze świecą szukać w serialach/filmach podobnie plastycznego wizerunku tak zwanego dobrego gliny. Ta dwójka, będąca nieustannie w ruchu, z nieodłącznymi kubkami kawy, sprawdzi wszystko, porozmawia z każdym, rozpatrzy wszystkie możliwości, ba, nawet skontaktuje się z medium (kolejny ukłon w stronę Christie), by, tuż przed końcem, niemal się poddać… Jednak scenariusz serialu, jak na klasyczny kryminał przystało, doprowadzi sprawę śledztwa do końca, wszystko zostanie satysfakcjonująco wyjaśnione, a obecna w ostatnim odcinku opowieść o tym, jak owej feralnej nocy wszystko się odbyło, roztoczona z punktu widzenia mordercy i uwzględniająca perspektywy przypadkowych świadków, będzie tak dokładna, że wielbiciele kryminalnych zagadek bez wątpienia będą usatysfakcjonowani.

Jednak jest w Broadchurch coś jeszcze, co sprawia, że słusznie przypisuje mu się obok zacięć kryminalnych funkcje dramatu psychologiczno-obyczajowego. Psychologia nasuwa się sama i są to oczywiście reakcje mieszkańców miasteczka na morderstwo dziecka, a także stopniowe odsłanianie ich tajemnic. W przypisaniu do tego gatunku pomaga także powolny rytm narracji, wzrastające napięcie dramaturgiczne uzyskiwane między innymi dzięki migotliwemu, urywanemu montażowi oraz ważna rola muzyki i efektów dźwiękowych (w Broadchuch słychać zarówno najlżejszy szmer z zewnątrz, jak i nerwowe bicie serca). Natomiast obserwacje obyczajowe, często ważniejsze od samej kryminalnej intrygi, przejawiają się w takich momentach, jak „polowanie” na Jacka i jego zaszczucie przez mieszkańców, funkcjonowanie małego społeczeństwa wokół miejscowego kościoła i coniedzielnych kazań, zadania każdego członka społeczności czy indywidualne zachowania, jakie nastąpią po zdemaskowaniu mordercy.

Ostatni, ósmy odcinek, bardzo szybko pokazuje, kto popełnił morderstwo i, poprzez retrospekcję nazwaną po prostu 59 dni wcześniej, wprowadza nas w szczegóły zagadki. A jego [odcinka] ciąg dalszy to ukazanie reakcji poszczególnych osób z nią związanych. Napięcie opada, ale tylko na chwilę, bowiem już po paru minutach okaże się, że tak naprawdę, mimo szablonu klasycznego kryminału, w Broadchurch najważniejsze są obserwacje środowiskowe i podskórnie drzemiące emocje, którym finał sezonu pierwszego nareszcie pozwoli wypłynąć.

8/10

Paulina Stoparek


Broadchurch, sezon I, 2013, prod. Wielka Brytania, scen. Chris Chibnall, wyst.: David Tennant, Olivia Colman i in.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s