Olgierd Świerzewski – Zapach miasta po burzy

Niemodny rodzaj geniuszu

Olgierd Świerzewski. Warto zapamiętać to nazwisko. Oto pojawił się na polskim rynku wydawniczym ktoś, kto nie chce być modny, kto nie boi się bezwstydnie czerpać z klasycznych melodramatów i wielkich epickich dzieł, i kto nie obawia się poświęcić dziesiątek stron swojej powieści na tak passé, wydawałoby się, temat, jak szachy. Świerzewski, jako nastolatek nazwany przez samego Tadeusza Różewicza „polskim Jamesem Joyce’em”, po latach zajmowania się biznesem i wykładania w Szkole Głównej Handlowej, a także prawnego doradzania najznamienitszym szachistom, niespodziewanie wychylił się przed szereg i zadebiutował zjawiskową powieścią Zapach miasta po burzy.

Skoro wspomniałam o klasycznych melodramatach, państwo pozwolą, że przedstawię rywalizujących ze sobą w szachach i w miłości, zdolnych, ambitnych i inteligentnych: Olega Antonowa i Anatolija Romancewa. Pierwszy z nich jest symbolem pierestrojki i wyzwalania się spod reżimu „opiekuńczego” imperium, drugi wraz z przemianami politycznymi boi się utracić swój status pupilka władzy, wszak nocami grywał w szachy z samym Breżniewem. Obaj kochają tę samą kobietę, pragnącą spokoju i bezpieczeństwa Tatianę Bułanową, z zawodu aktorkę, a z literackiej funkcji – pełną psychicznego rozedrgania, najprawdziwszą heroinę tej prozy. Jest jeszcze naznaczona traumatycznymi przeżyciami, ale niepozbawiona radości życia Katia, z początku nieśmiało przewijająca się przez strony, a w pewnym momencie zaczynająca funkcjonować dramaturgicznie równoważnie z Tatianą, chociaż jest od niej tak różna jak dzień od nocy. Doprawdy, niezwykłymi i bardzo zakręconymi ścieżkami będą spacerować, biec, potykać się i podnosić losy tej czwórki, którą dopełniać będzie szereg drugo- i trzecioplanowych postaci, rozbudowanych, charakternych, udekorowanych specyficznymi powiedzonkami i dziwnostkami.

Świerzewski przyznaje w przedmowie, że wiele inspiracji do stworzenia bohaterów, a także nakreślenia wydarzeń i miejsc, czerpał z życia. Z rozrzewnieniem wspomina o rosyjskich dziadkach, o kole szachowym w domu kultury, o londyńskim pubie Hereford Arms… I już w tej przedmowie nie obawia się ukazać swojej romantycznej i wrażliwej duszy ani używać potoczystego, nieco kwiecistego języka, jaki kojarzy się z pisarzami sprzed stu albo i więcej lat. Jednocześnie widać w tym niewielkim wpisie polityczną ciętość na tych, którzy rządzą siłą i zastraszaniem, a nie sercem i rozumiem… To godny uwagi, niezwykle osobisty wstęp, będący miniaturą tego, co zawarte na tych (sic!) siedmiuset trzydziestu, większych niż w przeciętnym wydaniu, stronach.

Jak wspomniałam, ów ogrom treści, to szachowe pojedynki i perypetie miłosne, na dodatek z wielką historią w tle. Rozpiętość czasowa powieści obejmująca lata 1979 – 2000 służy bowiem czemuś więcej niż tylko dojrzewaniu/starzeniu się bohaterów i kształtowaniu się ich charakterów, ponieważ Zapach miasta po burzy to dwadzieścia jeden lat przemian polityczno-społecznych Związku Radzieckiego i późniejszej Rosji, a także, z racji rozgrywek szachowych, dziesiątki odwiedzanych przez bohaterów, a opisywanych przez autora miast, od Rejkiawiku po Nowy Jork. Ponadto powieść Świerzewskiego, to niezwykle pieczołowicie odnotowane rozgrywki szachowe i szczegółowe nakreślenie filozofii tego sportu. Szachy, które dziś dla wielu trącą myszką, na kartach Zapachu miasta po burzy żyją własnym życiem, a także sterują losem innych. „Czy to możliwe, że moje życie może zależeć od postawienia figury na właściwym polu na szachownicy?” – zapyta jeden z bohaterów i wierzcie mi, pytanie to zada nie bez powodu. Co fascynujące, autor potrafi zainteresować nawet szachowych laików, opisując rywalizację, a także towarzyszącą jej walkę psychiczną bohaterów, ujmując to w taki sposób, że napięcie sięga zenitu. A przecież to jeszcze nie wszystko, Świerzewski bowiem zapoznaje nas z fascynującą i pełną niespokojnych przemian i wstrząsających faktów historią ZSRR i Rosji, często w sposób decydujący wpływającą na życie bohaterów – pan Olgierd bowiem wplata fikcyjne postaci w rzeczywiste wydarzenia, które z kolei przybliża w przypisach – i z bezwzględnym politycznym reżimem, który najtwardszych obywateli był w stanie doprowadzić do rozpaczy. Ów przestrzał historyczny w połączeniu z charakterystyką miast zamieszkałych i odwiedzanych przez bohaterów, a także osobny obszerny rozdział traktujący o młodzieńczej wyprawie po dawnym imperium sowieckim sprawia, że czytelnik dosłownie zachłystuje się obfitością oferowanej mu wiedzy i pożywki dla wyobraźni. A w tym wszystkim przemyca autor miłość niczym z Tołstoja i rozterki udręczonych umysłów niczym z Dostojewskiego przez cały czas pozostając Świerzewskim. Niezwykłe.

Rzadko się zdarza, żeby zadebiutować bez wad. Panu Olgierdowi niemal się to udało. Zastrzeżenia mam jedynie do nierozwinięcia przezeń niektórych wątków, a zawieszenia ich w próżni bądź urwania. Nie wiem, czy wynikło to ze świadomej chęci pozwolenia czytelnikowi na swobodną interpretację pewnych wydarzeń czy z innych, niezaplanowanych działań. Z pewnością dla wielu taka niepewność fabularna będzie miała swój urok, jednak ja odbieram Zapach miasta po burzy jako dzieło równie panoramiczne co, mimo opowieści o namiętnościach i obsesjach, twardo stąpające po ziemi, dlatego w moim przekonaniu tak istotne wątki, jak próba otrucia jednego z graczy przed ważną rozgrywką czy wrażenia Tatiany po bardzo ważnym spotkaniu we wspomnianym pubie, powinny być wyczerpująco wyjaśnione i opisane.

Więcej kręcić noskiem nie będę, bo raz, że więcej powodów ku temu nie mam, a dwa – po prostu nie śmiem. Nawet wspomniany już, nieco kwiecisty, bardzo nastrojowy, nierzadko pełen romantyzmu język powieści mi nie przeszkadza. Bo czuć świadome jego użycie i kunszt, a także swoistą grę autora w nawiązania do dawnych epickich powieści. Taki styl po prostu Zapachowi miasta po burzy pasuje. No i ten tytuł! Ta parująca po dobroczynnej ulewie Moskwa, która co rusz skrapia się ozonowymi perfumami… Moskwa, która jest zaledwie jednym z wielu punktów na mapie, które z takim znawstwem opisuje Świerzewski. Dobrze, że jeszcze powstają takie książki i że znajdują się wydawnictwa, które mają odwagę w nie inwestować. Chapeau bas!

8/10

Paulina Stoparek


Olgierd Świerzewski, Zapach miasta po burzy, Muza SA, Warszawa 2014.

Za książkę dziękuję Wydawnictwu

Tekst ukazał się na portalu kulturalnym Noir Cafe pod adresem: http://www.noircafe.pl/olgierd-swierzewski-zapach-miasta-po-burzy/.

Reklamy

2 thoughts on “Olgierd Świerzewski – Zapach miasta po burzy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s